NEUROBOT: Jeden z twoich licznych projektów nosi nazwę "Ground Control" (Kontrola Naziemna) i jest przewidziany na marzec przyszłego (1997) roku. Słyszałem, że chodzi
o współpracę artystów brytyjskich i litewskich...Może powiedziałbyś nam na temat coś
więcej?
SCANNER: Projekt o nazwie "Ground Control" jest pomysłem ludzi związanych z brytyjską grupą artystyczną Beaconsfield. Artyści brytyjski wyjadą na Litwę, aby pracować przez miesiąc z miejscową społecznością. Chodzi o to, że każdy z nas, bez względu na to, czy jest artystą czy nie, posiada pewne osobiste metody pracy...Jeśli o mnie chodzi, to próbuję przeprowadzać działania związane z budowaniem "mapy miasta".
Pobieram próbki dźwiękowe określonego obszaru i jego mieszkańców i poddaję je magicznej obróbce, nagrywając i transformując dźwięki, wykorzystując je w charakterze ścieżki dźwiękowej i tak dalej. Jest to niewątpliwie szansa poznania nieznanej kultury...i zorientowania się w tym, co przywieźli brytyjscy artyści, co z tego chcą kupić Litwini, a co możemy zrobić wspólnie. O ile wiem, litewscy artyści mają przyjechać na jakiś czas do Anglii...Wydaje mi się, że jest to coś w rodzaju podróżującej wystawy.
W tej chwili, pracuję nad kolejnym projektem z fińskimi artystami. Panasonic, grupa z Helsinek wykonująca współczesną muzykę elektroniczną, będzie wykonywać w Londynie swoje kompozycje dźwiękowe w przestrzeni galerii...Wielu innych artystów, w tym ja i Kaffe Mathews, także weźmie udział w tym projekcie.
N: Wydaje mi się, że wspominałeś o nim wczoraj...
S: Być może. Zapomniałem, jak to się ma nazywać. Ta nazwa jest naprawdę dziwaczna...coś jak "Rdza"...
N: Gdzie będzie to można zobaczyć ?
S: To znowu ekipa z Beaconsfield. Uważam, że to niezwykle interesujący projekt. Jeśli chodzi o pracę, to myślę że mi jej nie brakuje...Planuję wyjazd do Australii i serię prezentacji pod roboczym tytułem "Virogenesis". W założeniu, mają to być prezentacje poświęcone mojej pracy - nie na temat techno ani nagrywania popowych płyt.
Dominującym tematem będzie związek mojej pracy z przestrzenią, potraktowanej w kategoriach przestrzeni publicznej i prywatnej. Czy coś takiego jak intymność przestrzeni w ogóle istnieje ? Czy istnieje przestrzeń publiczna ? Interesuje mnie też powiązanie tych problemów z Internetem i
nowymi technologiami informacyjnymi...Oczywiście, istotne będą także wszystkie kwestie dotyczące dźwięku - jego modyfikacji, jego wpływu na otoczenie itd. Wydaje mi się, że w skrócie opisałem ci rodzaj wykonywanej przeze mnie pracy...
N: Co powiesz na temat "Spectacular Optical" - interaktywnego pokazu artystycznego, który dotyczył "parametru szerokości dźwięku i socjologii dźwięku". Czy mógłbyś spróbować nam wyjaśnić specyfikę takiego podejścia do dźwięku ? Czy uważasz, że można poznać najważniejsze cechy społeczeństwa, wsłuchując się w wytwarzane przez nie dźwięki ?
S: Myślę, że kiedy pracujesz z dźwiękami odkrywasz, że każdy obszar i każdy kraj posiada własną dźwiękową tożsamość. Nie chodzi tylko o język czy dialekt. Różnice pomiędzy obszarami geograficznymi są zauważalne...kiedy podróżujesz po Anglii, natrafiasz na te wszystkie radykalnie różniące się między sobą dialekty, ale chodzi także o pewną akustykę miejsca...Kiedy podnosisz słuchawkę telefonu w Polsce, ton wybierania jest zupełnie inny niż w Anglii. Czasami lubię nagrywać takie szczególne idiomy dźwiękowe, robię to zresztą w różnych krajach. Nagrałem kiedyś utwór tego typu w Liverpool, zapisywałem wewnętrzne środowisko dźwiękowe sklepów, dźwięki kas, odgłos dzwonka przy drzwiach itd. Badając rzeczywistość w ten sposób, zaczynamy rozpoznawać nasze własne środowisko akustyczne.
To śmieszne, ale jeśli nagrywa się cokolwiek w Londynie, przy przechodzeniu przez ulicę słychać coś w rodzaju syreny policyjnej. Nazywają to przejściami pilotującymi, czekasz na zielone światło i przechodzisz - zupełny standard. Australia to zupełnie inne dźwięki, coś w rodzaju języka. Każdy kraj zdaje się posiadać swój własny język dźwiękowy.
N: Jakie dźwięki - lingwistyczne znaki - są dla ciebie ważne ? Czy zwracasz uwagę na ambientalne dźwięki miasta - np. skrzypienie i przesuwanie się dźwigów, rzeczy na granicy słyszalności ?
S: Zawsze bardzo interesowały mnie pomyłki, elementy które zostały z jakichś powodów odrzucone. Kiedy robiłem remiksy dla różnych ludzi, z którymi współpracowałem, próbowałem wielu nieortodoksyjnych technik. Jeśli ktoś gra na saksofonie, podoba mi się moment tuż przed rozpoczęciem grania, ten świszczący wdech. Lubię używać takich rzeczy. Wydają mi się równie istotne jak wszystkie inne dźwięki, są muzyczne na swój własny sposób. Kiedy używam głosów ludzkich, staram się odnaleźć rozmowy, które są ledwo słyszalne. Lubię rozmawiać w taki sposób jak w tej chwili - słyszymy co inni mówią przy swoich stolikach. Nie rozumiem ich, więc mnie to nie rozprasza. Jeśli używasz języka, zaczynasz go odbierać na poziomie nieświadomości.
Gdy ktoś przy innym stoliku zacznie mówić o czymś, co cię interesuje, będziesz się starał dostroić do tej częstotliwości.
N: To, co mówisz, brzmi całkiem podobnie do teorii pola morfogenetycznego Ruperta Sheldrake'a. Twierdzi on, że wszyscy dziedziczymy pewien rodzaj głębokiej zbiorowej pamięci, która jest wspólna dla całego rodzaju ludzkiego. W jednym z ostatnich numerów magazynu "Creative Camera", Sheldrake próbuje znaleźć kolejne zastosowanie dla swojej teorii, opisując niewyjaśniony zjawisko wizualne "gapienia się", czyli "dośwadczenia bycia obserwowanym od tyłu". Jeśli mówimy o czystości sygnału, to być może teoria Sheldrake'a może się także odnosić do rzeczywistości dźwiękowej ?
S: Jasne, pomyśl o uchu ludzkim, jego sposobie działania i tym, jak zmysł słuchu wpływa na zachowanie całego ciała. Kiedy w twoim uchu znajduje się włos, ciało zdaje się tracić równowagę. Przydarzyło mi się coś takiego i to był prawdziwy koszmar. Czułem się potwornie ociężały, jakby pijany - chociaż nie piję. Ucho i jego wibracja odpowiada pewnym układom rytmicznym.
Istnieje silne powiązanie pomiędzy pewnymi obszarami mózgu i uchem. Ten rytm działa naprawdę silnie, fizycznie - dlatego zaczynasz tupać w takt. Fakt, że trudno oprzeć się dowolnej formie rytmu, bez względu na to czy muzyka ci się podoba, wydaje mi się zabawny. Rytm ma swoje określone działanie - wielu ludzi zaczyna się poruszać, trząść głowami - nawet jeśli nie są wielkimi znawcami muzyki.
N: To coś na zupełnie podstawowym, prymitywnym poziomie.
S: Oczywiście, na poziomie biologicznym.
N: Może to rodzaj zbiorowej pamięci motorycznej naszego gatunku. Skoro jesteśmy już przy heterodoksyjnych teoriach, to może opowiesz nam coś o Rogerze Coghillu ?
S: Nagrałem płytę pod tytułem "Spore" (Zarodnik). Mój przyjaciel przeprowadził radiowy wywiad z Coghillem. Chciałem wykorzystać ten zapis i postanowiłem uzyskać zgodę Coghilla. To bardzo zabawny człowiek - napisałem do niego: "Czy mógłbym użyć na mojej płycie nagrań pańskiego głosu ?", a on odpowiedział że to niemożliwe. Napisałem do niego jeszcze raz: " Czy możemy użyć nagrań pańskiego głosu, jaśli zapłacimy panu 400 funtów?" Tym razem odpowiedział że oczywiście tak. To bardzo miłe, czułem się prawie jak Mefistofeles kupujący jego duszę.
Teraz jestem właścicielem 90-minutowej kasety DAT, wypełnionej jego teoriami. Jest dosyć ekscentryczny. Mówi, na przykład, o falach radiowych i ich działaniu. Przenośne telefony
wykorzystują propagację fal radiowych, to chyba dość oczywiste. Jeśli używasz takiego telefonu, to życzę zdrowia.
Częstotliwości wykorzystywane np. przez telefony komórkowe są identyczne z częstotliwościami, w których ludzka czaszka zaczyna wibrować. Bezpośrednio do twojej głowy emitowany jest niebezpieczny sygnał. Mówi się o chorobach nowotworowych, guzach mózgu...w związku z korzystaniem z przenośnych telefonów, co brzmi dosyć fantastycznie. Jednak ta technologia jest jak na razie słabo rozwinięta, więc być może nie mamy pojęcia o jakichś czynnikach. Coghill idzie krok dalej...
Twierdzi, że telewizja spowodowała epidemię AIDS, łączy to wszystko w bardzo dziwaczną teorię i śledzi wirus AIDS w latach 40-tych i 60-tych. To odpowiada dokładnie okresowi największego rozkwitu telewizji i radia...to fale radiowe są według niego sprawcą. Teorie Coghilla są trudne do wyjaśnienia, ale fale i wirusy transmitują się w jakiś sposób poprzez stosunki seksualne.
Napisał kilka książek, których nie udało mi się zdobyć. Jest niezwykle ekscentrycznym Anglikiem... Prowadzi laboratorium, o którym właściwie nikt nic nie wie. Mam jego biuletyn
informacyjny, który mógłby cię zainteresować. A na płycie "Spore" można usłyszeć
wmiksowane sample z jego teorią promieniowania częstotliwości radiowej w numerze "RF Radiation".
N: A tak przy okazji, dlaczego album nazywa się "Spore"? Czy ta nazwa ma dla ciebie jakieś szersze konotacje biologiczne ?
S: Chodziło o proces filtrowania...Ta płyta jest w pewnym sensie katalogiem różnych części Anglii...Głosy i dźwięki były rejestrowane w najprzeróżniejszych miejscach. W zasadzie chodzi o zebranie tego zróżnicowanego materiału i wszystkich pokrewnych warstw znaczeniowych.
Według mnie, te warstwy w jakiś sposób definiują sztukę. Czy czytałeś jakieś powieści Dickensa?
Warstwy, o których wspomniałem, oznaczają u Dickensa głębię. Można go czytać tak, jak to robi moja matka, poszukując przyjemnych historii. Ale Dickens to także niezwykle ciekawy opis charakterów ludzkich, z których niektórzy reprezentują typowe funkcje społeczne. W ten sposób, zaczynasz zdawać sobie sprawę ze społecznego kontekstu - to znów kolejna warstwa, która może prowadzić do płaszczyzny ekonomicznej. Lubię także "Podróże Guliwera". Według mnie, dobra sztuka jest zawsze w jakiś sposób ukryta wśród tych różnorodnych warstw. Prawdziwe dzieło może być zawsze analizowane na wielką skalę. Niektóre prace nie są podatne na analizę, odczytuje się tylko powierzchnię.
Płyta "Spore" miała się składać z krótkich próbek reprezentujących wybrane nasionka. Idea jest bardzo prosta.
N: W jaki sposób zacząłeś się interesować elektroniką, skąd się wziął u ciebie taki obsesyjny entuzjazm dla wysokojakościowych urządzeń ?
S: Jak wiesz, zawsze nagrywałem dźwięki. Kiedy pojawiły się pierwsze walkmany, natychmiast popędziłem do sklepu. Wciąż mam tamten egzemplarz, stoi teraz na moim telefonie i nagrywa to, co może się okazać interesujące. Kiedy miałem 14, 15 lat nie rozstawałem się z nim.![[szpula]](radio22.gif)
Pojechałem wtedy do Włoch i nie zrobiłem żadnego zdjęcia - nagrywałem dźwięki ulicy.
N: To brzmi jak opis jakiegoś eksperymentu naukowego, nagrania w terenie...Co się z nimi dzieje, czy pozostały nieuszkodzone ?
S: Nigdy ich nie odsłuchiwałem. To bardzo dziwne. Słucham małych fragmencików. Kiedyś wyjechałem do Berlina, zabrałem ze sobą walkmana i nagrywałem wszędzie - w windach, w samolocie itd.
N: Jakiej maszynki używasz obecnie ?
S: Wciąż tej samej, tego samego walkmana...Sony Recording Walkman...analogowy, nic specjalnego, ale cały czas go używam. Pierwszy album Scannera zawierał wiele nagrań z tamtego okresu...
N: Pewnie trzeba je było zremiksować lub oczyścić...
S: Nie, nie wymagały żadnych dodatkowych czynności ! Tworzę całe archiwum...to wielkie kartonowe pudło pełne kaset w nagraniami głosów ludzi w biurach lub na ulicy...moje nagrania w metrze...
N: Jak sobie radzisz z mikrofonem ? Czy próbujesz jakoś ukryć walkmana ?
S: Nie, po prostu go trzymam. W metrze były kiedyś bardzo miłe ławeczki. Nagrałem utwór perkusyjny na tych ławkach - brzmi pięknie - a kiedy przyjeżdża pociąg, utwór się kończy.
Nigdy tego nie wydałem.
W każdym razie, w tym tygodniu wybieram się do Nowego Jorku. Można kupić tam maleńkie, naprawdę niewiarygodne magnetofony cyfrowe...
Kaseta jest wielkości paznokcia, dziennikarze używają ich do wywiadów, można podłączyć do niego mikrofon. Cyfrowa jakość zapisu jest naprawdę wysoka i jest taki malutki...ewoluuje w kierunku wymiaru mikro, to śmieszne. A kaseta - 2 godziny - dosłownie TAKA mała. To fenomenalne i chcę to natychmiast kupić.
N: Czy uważasz, że w technologii istnieje ogólna tendencja do zmniejszania urządzeń, aż do ich ostatecznego zniknięcia ?
S: Myślę, że mikrotechnologia jest drogą przyszłości.
Jeśli chodzi o dźwięk, 15 lat temu wszyscy musieli siedzieć w domu i słuchać płyt - nie można było ich ze sobą nosić, nie było walkmanów. Myślę, że wraz z pojawieniem się walkmanów, zaczęliśmy słuchać muzyki w inny sposób. Kiedy tworzysz muzykę, masz świadomość tego, że ludzie jej słuchają w różnych sytuacjach...
w samolocie, w pociągu, w kawiarni. Wszędzie i zawsze ktoś słucha swojego walkmana.
Bardzo interesuje mnie to, w jaki sposób słuchamy muzyki.
Powracając do twojego pytania, uważam że technologia będzie z całą pewnością rozwijać się w kierunku mikrotechnologii. Niepokoi mnie jednak fakt, że stworzono cały rynek dla technologii, której nikt nie potrzebuje. Daje się po prostu uwieść - wcale nie potrzebuję mikromagnetofonu.
Mogę żyć bez niego, ale jest taki zniewalający. W Anglii wychodzi magazyn, który niezwykle pobudza mój fetyszyzm. Wszystko o nowej technologii - nowe telefony i tak dalej. Wyobraź sobie - telefon, komputer, organizer i dostęp do Internetu w jednym !! Moja reakcja jest taka: "Muszę to kupić" !!
N: Problem polega na tym, że wszystko wydaje się warte kupienia, nie pojedyncze pozycje, ale cały katalog. Zupełnie tak jak w dziale "Fetish" magazynu Wired, gdzie przedstawiają te wszystkie modemy, okręty podwodne i inne gadżety.
S: Myślę, że jest coś bardzo fajnego w całej tej technologii. Nie lubię telewizorów, które zajmują dużo miejsca. Podoba mi się idea że za kilka lat dostaniemy składany telewizor, który będziesz mógł schować do szuflady...potem wyjmiesz go i znowu rozłożysz.
N: Czy dostrzegasz w technologii coś w rodzaju trendu retro ? Czy designerzy powracają do pomysłów, które zostały niesłusznie zarzucone ?
S: Spójrz na radia.
Widziałem najnowsze konstrukcje, przypominające stare radia, podobne do tego stojącego na półce. To samo dzieje się wszędzie - w modzie, muzyce itd. Na poziomie emocjonalnym, estetyka przedmiotów wyglądających na starodawne dodaje otuchy. Dołączone są do nich najprzeróżniejsze wspomnienia. Wiesz o czym mówię ? W Anglii, to ma związek z obrazem rodziny siedzącej w czasie wojny wokół kominka i słuchającej radia - telewizja jeszcze nie istniała. Naprawdę lubię radio, jestem bardzo zainteresowany tym medium.
N: Pracujesz także nad muzyką filmową. Słyszałem, że Derek Jarman zamówił u ciebie muzykę do "Last of England".
Co sądzisz o kinie ?
S: Jeśli dobrze się przyjrzysz, zauważysz, że wszelkie soundtracki były bardzo popularne w zeszłym roku. W swoich pracach używam dużych ilości dialogów i naprawdę zależy mi na tym, by osoba słuchająca tych dźwięków obejrzała film. Spójrz na "Pulp Fiction" i soundtracki tego rodzaju. To, co mnie interesuje, to nie soundtracki same w sobie. Mówimy tu raczej o dialogu, o języku.
Właśnie one są głównym tematem mojej pracy.