Dynamiczny rozwój ogólnoświatowej sieci komputerowej Internet na przestrzeni ostatnich kilku lat jest
zjawiskiem wymagającym szczegółowej, obiektywnej analizy. Możliwość szybkiej transmisji dowolnego
rodzaju danych przy wykorzystaniu standardowych połączeń telefonicznych sprawia, że to nowe narzędzie
komunikacyjne jest w pewnym sensie wspólną własnością ogromnej rzeszy użytkowników. Ze względu na
swój egalitarny charakter i możliwość anonimowego działania, Internet przyciąga także uwagę jednostek
oraz grup zajmujących się aktywnie różnorodnymi formami przestępczości komputerowej. Określenie to
może dotyczyć nie tylko działań związanych z nielegalnym rozpowszechnianiem oprogramowania, lecz
także naruszania prawa prywatności informacyjnej, dystrybucji pornografii dziecięcej, propagowania
treści rasistowskich i faszystowskich, elektronicznych włamań i oszustw czy też, w ostatnim okresie, tzw.
spammingu, polegającego na masowej wysyłce danych komercyjnych (działające na krawędzi legalności
firmy zajmujące się spammingiem są w stanie, po pobraniu opłaty wynoszącej ok. 400 dolarów, przekazać
informacje do 6 milionów potencjalnych konsumentów).
Internet nie może być w żadnym wypadku postrzegany jako statyczny układ połączeń pomiędzy
terminalami i w niczym nie przypomina np. rozległej bazy danych o stałej zawartości informacji.
Nieustanne zmiany zachodzące na obszarze tego nowego medium (pojawianie się nowych serwerów i
klientów, wzrost sieci lokalnych, wycofywanie danych, przekształcanie nazw domenowych (DNS) i
adresów (URL)) uniemożliwiają wytyczenie orientacyjnych granic sieci, nadając jej strukturze wymiar
formy fraktalnej i amorficznej. Nie bez powodu Internet bywa nazywany "siecią sieci" - mechanizm jego
działania mógłby być porównany do zbioru generującego wielką ilość podzbiorów, które również
posiadają możliwość replikacji struktury. W związku z powyższym, trudno nie zauważyć że Internet, poza
swoimi oczywistymi funkcjami komunikacyjnymi, może służyć jako bezpieczne schronienie, dające
praktycznie każdemu szansę zakamuflowania rzeczywistej tożsamości, wieku, płci czy narodowości.
Zjawisko to jest widoczne zwłaszcza w przypadku aplikacji IRC (Internet Relay Chat), która umożliwia
interaktywną komunikację w czasie rzeczywistym, przypominając nieco sieciową wersję radia CB. Każdy
serwer IRC dysponuje określoną liczbą kanałów, których nazwy przynajmniej teoretycznie powinny
dotyczyć zainteresowań użytkowników. Po zalogowaniu się do kanału, możemy śledzić na bieżąco
wypowiedzi korzystających z niego osób i brać czynny udział w "rozmowie". Rozpiętość wiekowa w IRC
jest bardzo duża - obok programistów wymieniających się uwagami na temat najnowszych skryptów
można tu spotkać dzieci pasjonujące się grami arkadowymi w rodzaju Nintendo. Fakt ukształtowania się
IRC-owego języka, składającego się z neologizmów i elementów piktograficznych sprawia, że rozmowy
prowadzone przy użyciu tej aplikacji mogą być całkowicie nieprzejrzyste dla osób postronnych. Zdarza
się, że kanał IRC bywa wykorzystywany do prowadzenia osobistych porachunków, co często owocuje np.
złośliwie skutecznym zablokowaniem e-mailu. IRC to także punkt kontaktowy dla osób, których
preferencje seksualne przekraczają społecznie akceptowane granice - pedofilów, sadomasochistów itd. Z
drugiej strony, anonimowość IRC stwarza pracownikom służb specjalnych szansę infiltracji grup
zagrożenia. Komunikacja w trybie IRC jest monitorowana przez większość liczących się agencji
wywiadowczych i służb specjalnych, ale efektywność tych działań jest jak dotąd ograniczona.
Znacznie większe sukcesy odnoszą, w Internecie i poza nim, organizacje zajmujące się ochroną praw
licencyjnych oprogramowania - SPA (Software Publishers Association) i BSA (Business Software
Alliance). Działalność pierwszej z nich, koncentrująca się na rynku amerykańskim, polega głównie na
tropieniu firm wykorzystujących do celów komercyjnych nielincjonowane wersje oprogramowania. SPA
jest finansowane przez producentów oprogramowania, wnoszących roczne opłaty, których wielkość jest
uzależniona od dochodów firmy. Strategia SPA opiera się na przeprowadzaniu przesłuchań licencyjnych,
podczas których dana firma musi udowodnić, że każdy używany przez nią program został legalnie
zakupiony lub np. przeniesiony z Internetu jako freeware (darmowe oprogramowanie) lub wersja testowa.
Każde złamanie praw licencyjnych zostaje obciążone grzywną w wysokości sto tysięcy dolarów (za
produkt, a nie za jednostkową kopię) i kosztami czynności prawnych.
![[STRZEŻ SIĘ]](lapka.gif)
Według danych zamieszczonych na stronie sieciowej BSA (Business Software Alliance), organizacji
zajmującej się międzynarodowym ściganiem osób nielegalnie kopiujących i rozpowszechniających
oprogramowanie, codzienne straty przemysłu amerykańskiego spowodowane działaniem piratów
dochodzą do 42 milionów dolarów. Liczba ta obejmuje:
- oprogramowanie kopiowane bez zgody licencjodawcy;
- oprogramowanie sfałszowane (proceder ten jest zwłaszcza rozpowszechniony w krajach
dalekowschodnich,choć nawet pobieżna penetracja polskiego rynku może wykazać
podobne tendencje);
- oprogramowanie rozpowszechniane nielegalnie przy użyciu Internetu (co najmniej 1/3 liczby
ogólnej).
Centrum działania internetowych piratów są przede wszystkim listy dyskusyjne Usenetu, określane
niekiedy jako największe i najbardziej aktualne forum wymiany wszelkiego typu informacji na świecie.
Warunkiem korzystania z Usenetu jest jedynie uzyskanie pełnego konta u providera (usługodawcy
internetowego) i uruchomienie news-readera, łączącego wybrane funkcje przeglądarki i programu
pocztowego. Szczególną sławą cieszy się obecnie grupa o nazwie alt.binaries.warez.ibm-pc, do której
codziennie trafia ok. 65 MB nowych, wysokojakościowych programów, których kody zabezpieczające są
często łamane przed oficjalną premierą programu na rynku. Poza przeprowadzeniem crackingu (złamania
zabezpieczenia), piraci dzielą każdy program na porcje wielkości dyskietki (praca serwera może się
odbywać bez przestojów) i pakują go przy pomocy ogólnie dostępnych systemów kompresji danych. W ten
sposób, każdy użytkownik komputera, modemu i linii telefonicznej może bez żadnych kosztów przenieść z
sieci na dysk twardy pakiety oprogramowania o znacznej, przekraczającej setki dolarów wartości
rynkowej. Zgodnie z danymi OpNetu, dziewięć największych grup zajmujących się piratowaniem i
wymianą oprogramowania tworzy 30 - 40 % ogólnej aktywności Usenetu, a w ciągu 24 godzin
użytkownicy pobierają z nich ponad 500 MB danych.
Niektórzy z Usenetowych piratów utrzymują, że nie zajmują się tym procederem dla zysku, traktując
łamanie blokad jako swoiste hobby. Ich umiejętności programistyczne przewyższają często wiedzę
pracowników firm produkujących software. Zdecydowanie większe zagrożenie dla rynku software'u
stanowią tanie, produkowane masowo w Azji zestawy oprogramowania na CD-romach (tzw. dyski
instalacyjne, zawierające różnorodne programy o wartości przekraczającej tysiące dolarów, są
sprzedawane na Filipinach i w Bangkoku w cenie kilku dolarów).
Większość grup zajmujących się nielegalnym rozpowszechnianiem oprogramowania stara się zachować
anonimowość, korzystając z różnorodnych środków ostrożności. Jeden z członków grupy Inner Circle
(Wewnętrzny Krąg) złamał zabezpieczenie news-readera Forte Agent, usuwając jednocześnie nagłówek
adresowy, co umożliwiło anonimowy przekaz danych do dowolnego adresata. Rosnące zainteresowanie
"nowicjuszy" i organizacji kontrolujących Internet na zlecenie producentów oprogramowania zmusiło
jednak Inner Circle do założenia nowej grupy w Usenecie, wykorzystującej system krytograficzny PGP
(Pretty Good Privacy) i przeznaczonej jedynie dla wąskiego grona odbiorców.
Kwestia utajnienia przepływu danych ma wielkie znaczenie dla problemu bezpieczeństwa w Internecie.
Ostatnia konferencja Crypto, tradycyjnie już odbywająca się na terenie kalifornijskiego uniwersytetu
stanowego stanowego w Santa Barbara, dotyczyła najnowszych osiągnięć w dziedzinie kryptografii (nauka
ta traktuje o zabezpieczaniu danych przed dostępem nieautoryzowanych odbiorców), oraz kryptoanalizy
(umiejętność przełamywania kodów zabezpieczających). W seminarium towarzyszącym konferencji udział
wziął m.in. Robert Morris Sr., ekspert NSA (National Security Agency) do spraw kryptografii. Jednym z
podstawowych założeń roboczych powinno być, zdaniem Morrisa, poważne traktowanie przeciwnika i
uwzględnienie możliwości przeprowadzenia przez niego frontalnego ataku. Kryptosystem RSA-129,
opracowany w 1977 roku przez Rona Rivesta, Adi Shamira i Leonarda Adlemana, w dalszym ciągu
pozostaje standartem kodowania i dekodowania informacji płynących w kanałach o niskim stopniu
bezpieczeństwa (licencja RSA została sprzedana wielu znaczącym firmom, np. Lotus, Microsoft
itd.).Według ówczesnych obliczeń Rivesta, superkomputer potrzebowałby do złamania tego kodu 40
kwadrylionów lat.
Nowością w dziedzinie kryptografii jest natomiast program utajniający PGP, opracowany przez Phila
Zimmermana i rozprowadzany darmowo wśród użytkowników Internetu. Powszechna dostępność tego
programu, wykorzystującego kod RSA-129, budzi poważne zastrzeżenia amerykańskich służb
specjalnych. Derek Atkins, Michael Graff i Paul Leyland, informatycy związani z kilkoma ważniejszymi
ośrodkami uniwersyteckimi w USA i w Anglii (MIT, Iowa, Oxford), postanowili przeprowadzić próbę
frontalnego ataku na system RSA, wykorzystując do celów obliczeniowych siłę tysięcy komputerów
połączonych w ramach Internetu. Złamanie systemu polegało na opracowaniu skutecznego algorytmu,
rozkładającego na czynniki 129-cyfrowy kod - iloczyn dwóch wysokich liczb pierwszych. W lecie 1993
roku, połaczone w sieci komputery rozpoczęły poszukiwanie tzw. wektorów jednostkowych, liczb
umożliwiających stworzenie siatki kwadratowej relacji matematycznych i odnalezienie wartości
zbliżonych do poszukiwanych. W "grze" brało udział ponad 1600 maszyn z całego świata, od domowych
PC do superkomputera Bellcore, składającego się z 16000 procesorów. Po ośmiu miesiącach kod RSA-129
został złamany, a nagroda w wysokości 100 dolarów (!), wyznaczona dwadzieścia lat temu przez jego
twórców, została przekazana na rzecz Free Software Foundation.
Z kolei zabezpieczenia przeglądarki sieciowej Netscape Navigator okazały się niewystarczające, ponieważ
pracujący wewnątrz programu generator liczb przypadkowych (PNRG) opierał się na wartościach
związanych z aktualną porą dnia (Process ID), a identyfikatory składały się zaledwie z 15 bitów.
Niedostateczna przypadkowość kodu może być zatem "furtką", z której z całą pewnością skorzystają osoby
pracujące nad złamaniem zabezpieczeń. Firma Netscape zareagowała bardzo szybko, opracowując nową,
poprawioną wersję Navigatora, a niedługo potem zaprezentowała program Bugs Bounty, służący do
amatorskich testów zabezpieczeń.
Wiedza kryptograficzna bywa wykorzystywana w działaniach konstruktywnych, lecz stanowi też
narzędzie pracy piratów. Dość symptomatyczny dla całej sprawy wydaje się być fakt, że w Internecie
nietrudno znaleźć materiały poświęcone rozmaitym aspektom hackingu czy phone-phreakingu (określenie
stosowane od lat 80-tych w odniesieniu do nielegalnych manipulacji siecią telefoniczną), natomiast strony
domowe CIA czy FBI mają na temat przestępczości komputerowej zaskakująco mało do powiedzenia.
Nieobecność podstawowych danych statystycznych czy szczegółów proceduralnych wiąże się zapewne z
koniecznością zachowania tajemnicy, ale organizacje te z pewnością mogłyby udzielić użytkownikom
wielu cennych wskazówek z zakresu bezpieczeństwa komunikacji. Znacznie więcej czasu poświęca się na
kosztowne działania inwigilacyjne niż na rozwój i upowszechnianie tanich, dostępnych dla każdego
systemów zabezpieczenia.
Statyczność działania służb wywiadowczo-śledczych w sieci ma także wpływ na inicjatywy społeczne w
rodzaju CyberAngels, skomputeryzowaną wersję kontrowersyjnych ochotniczych grup "Aniołów Stróży"
(Guardian Angels). Analizując działania CyberAngels, odnosi się wrażenie, że organizacja ta, powołana
w celu "promowania przyzwoitości i respektu w sieci", angażuje się w osobistą wojnę przeciwko
"politycznym radykałom, pedofilom itd".
Organizacje w rodzaju BSA i SPA (Software Publishers Association) prowadzą działania nie tylko
przeciw operatorom BBS (Bulletin Board System) i serwerów FTP, ale starają się także kontrolować
zawartość stron internetowych, których tematyka może mieć jakiś związek z hackingiem i crackingiem.
Firmy produkujące oprogramowanie (m.in. Novell i Adobe) zatrudniają nawet internetowych detektywów,
których zadaniem jest tropienie i infiltracja grup piratów. Specjaliści pracujący dla firmy Novell twierdzą
jednak, że osoba o wystarczającej wiedzy technicznej jest w stanie skutecznie zamaskować swoją obecność
w sieci, np. korzystając z anonimowego remailingu. Innym, poważnym utrudnieniem jest, według
ekspertów Novella, nieprzystosowanie obecnych systemów legislacyjnych do nowych technologii
informacyjnych.
Crackerzy nastawieni wyłącznie na zyski są zazwyczaj najłatwiejsi do zidentyfikowania, ponieważ
pozostawiają po sobie w sieci ślady kwot wpływających na ich konta z kart kredytowych. W styczniu
bieżącego roku, w wyniku akcji przeprowadzonej w Internecie, agenci FBI z jednostki zajmującej się
przestępczością komputerową przejęli znaczne ilości sprzętu komputerowego należącego do osób
zaangażowanych w działania przestępcze.
Według większości prognoz, działania piratów w Internecie będą się nasilać, ponieważ hacking
i cracking rozwijają się w szybszym tempie niż systemy ochronne. Jaime Gorelick, zastępca prokuratora
generalnego USA, mówi o groźbie "informacyjnego Pearl Harbour", a były dyrektor CIA William
Studemann uważa, że rozległość sieci jest proporcjonalna do możliwości jej całkowitej destabilizacji.
Eksperci Pentagonu proponują zastosowanie nowych, doskonalszych rozwiązań sprzętowych, podczas gdy
eksperci FBI, CIA i NSA (pracujący w międzyorganizacyjnej komórce IPTF - Infrastructure Protection
Task Force) kładą większy nacisk na systemy kryptograficzne i udoskonalenie zabezpieczeń. Dopiero
przyszłość może jednak ostatecznie rozstrzygnąć wynik tego wyścigu informacyjnego.