teksty
index

W CIENIU PACYFY


Tysięczny tłum zebrany w upalnym kalifornijskim słońcu. Bezkształtna, hałaśliwa i rozedrgana masa ludzka przelewa się przez ulice Haight-Ashbury, kultowej dzielnicy San Francisco. Wszyscy są odrobinę podnieceni i zdają się oczekiwać na coś, co ma wkrótce nastąpić. Z przenośnych odbiorników radiowych sączą się kakofonie hitów Pokolenia Miłości: Janis Joplin, Jefferson Airplane, Mamas and Papas i magiczne dźwięki świeżo wydanego "Axis: Bold As Love" Hendrixa. Słychać salwy śmiechu i płacz dzieci, zbrązowiałe resztki jointa wędrują z rąk do rąk. Jest 6 października 1967 roku, dokładnie rok po Festiwalu Miłości. Twórcy pisma Oracle, będącego czymś w rodzaju hippisowskiego Newsweeka, zorganizowali Festiwal niedaleko parku Golden Gate w hołdzie dla tabletki LSD - "sakramentu miłości i narzędzia wyzwolenia". Kilka dni później, gubernator stanu wydał decyzję o natychmiastowej delegalizacji substancji.

Wśród kolorowego tłumu zaczynają krążyć ulotki, w których można przeczytać o "Śmierci Pieniędzy i Narodzinach Wolności". W jednej z bocznych ulic pojawia się dziwaczny kondukt pogrzebowy, prowadzony przez ubrane w żałobną czerń kobiety śpiewające "Wynoś się z mojego życia" na melodię Marsza Pogrzebowego Chopina. Trzy zakapturzone postaci wymachują znakami dolara wokół udrapowanej na czarno trumny, dźwiganej przez sześciu rosłych mężczyzn w zwierzęcych maskach. Pochód zamyka dwadzieścia osób rozdających wszystkim dookoła kwiaty, lizaki, gwizdki i flety. Stopniowo wzmaga się hałas, nadając zdarzeniu charakter dionizyjskiego ceremoniału. Zabłąkani turyści z prowincjonalnego Midwestu chłoną widowisko wszystkimi zmysłami; dzięki nim, opowieści o długowłosych cudakach trafią pod strzechy.

W rękach ludzi migają dziesiątki wykradzionych z pobliskiego złomowiska lusterek samochodowych. Zaczyna się chaotyczna i radosna bieganina po okolicznych dachach. Organizatorzy przedstawienia, należący do anarcho-teatralnej grupy Diggersów, rzucają hasło by wszyscy posiadacze lusterek odbijali na ulicę promienie zachodzącego słońca. Wreszcie nastaje zmierzch. Trumna, wypełniona koralikami, kwiatami i podziemną prasą, zostaje zakopana w parku. "Oto śmierć hippisa, ukochanego syna mass-mediów".

Rok 1967, pełen przedziwnych kontrastów i przejaskrawień. Pięćset tysięcy uwikłanych w wojenną katastrofę amerykańskich żołnierzy spędza go w wietnamskich błotach. W lecie wybuchają zamieszki w czarnych gettach Detroit i Newark. Zanim na scenie pojawią się oddziały gwardii narodowej i federalnych spadochroniarzy, spłoną całe dzielnice i przybędzie kilka tysięcy bezdomnych. Optymizm młodej kontrkultury jest przeciwwagą do nieciekawej i ponurej rzeczywistości. Dobry nastrój udziela się także ludziom mediów; laureatem nagrody Człowieka Roku miesięcznika Time zostaje "każdy poniżej dwudziestego piątego roku życia".

Pierwsza transmisja satelitarna na żywo trafia do setek milionów ludzi na całym świecie, stając się tym samym niepisanym szlagwortem hippisowskiej generacji. Quasi-symfoniczna wersja "All You Need Is Love" Beatlesów podbija serca swoim pacyfistycznym przekazem i bezpretensjonalnością. Timothy Leary ogłasza, że Beatlesi "są mutantami, prototypami wysłanych przez Boga agentów ewolucyjnych". Mimo wszystkich "dobrych wibracji", efemeryczna kultura hippie kruszy się pod naporem rzeczywistości, stając się kolejnym utopijnym ideałem XX wieku. Jest to szczególnie widoczne w przemianach samego Haight-Ashbury, niemiłosiernie eksploatowanego przez dziennikarzy "ludzkiego ogrodu zoologicznego".

Dzielnica zapełniła się młodymi przybyszami, nierzadko uciekinierami z domów, których podstawowym celem było wypróbowanie wszystkich dostępnych na rynku narkotyków. Żebranina, kradzieże, włóczęgostwo i prostytucja stały się społecznymi normami życia komuny komun. Haight było także idealnym schronieniem dla wszelkiego rodzaju rzezimieszków, członków gangów motocyklowych i obłąkanych. Okolicą żywo interesowały się grupy mafijne, wietrząc dobry interes w nieustannym popycie na narkotyki. Czarny rynek został nasycony nowinkami w rodzaju PCP czy STP, doprowadzającymi umysł i ciało do absolutnego rozkładu.

Martin A. Lee i Bruce Shlain w nieocenionym opracowaniu socjohistorii LSD stwierdzają, iż grupy zorganizowanej przestępczości ściśle współpracowały na tym polu z CIA. Według jednego z byłych współpracowników, personel agencji czynnie pomagał w tworzeniu podziemnych laboratoriów operujących podczas Lata Miłości w okolicach San Francisco. Celem tych działań było nie tylko monitorowanie życia hippisowskiego getta; jeden z agentów CIA określał mieszkańców Haight jako "ludzkie świnki morskie". Doktor Louis Jolyon West, zajmujący się od lat badaniami LSD na potrzeby Agencji, zamieszkał osobiście w dzielnicy. West, będący specjalistą od hipnozy i socjobiologii stanów dysocjacji, słynął zresztą z dziwacznych pomysłów (fatalnie zakończony eksperyment ze słoniem pod wpływem LSD) i całkowitej pogardy wobec ludzkości.

Wszechobecność narkotyków w Haight-Ashbury jedynie pogłębiała postępującą atrofię Flower Power. Szczególną rolę w pacyfikacji ruchu odegrały media, kreując jego rozmaite sprzeczne wizerunki i mitologizując kwestie marginalne w rodzaju hippisowskiego stroju i języka. Nancy Getz, bliska przyjaciółka Janis Joplin, stwierdzała z goryczą że "Haight było naszym miastem. Kochaliśmy słońce, kwiaty i miłość. Media to podchwyciły, pożarły nas i kazały nam jeszcze raz zjeść przeżutą papkę".

Każdy tydzień stawał się cięższy do wytrzymania od poprzedniego. Wielu członków niepisanej wspólnoty spakowało manatki, kiedy w Haight zaczęli ginąć ludzie, a pobicia i podpalenia stały się zjawiskami na porządku dziennym. Sytuację komplikowały dodatkowo napięcia rasowe w pobliskiej dzielnicy Fillmore. Kwiaty zostały zamienione na noże sprężynowe i wielkokalibrową broń. Popowy mistycyzm hippisów, wywodzący się w prostej linii z buddyjskich poszukiwań pokolenia Beat, również ulegał zgodnym z duchem czasu przemianom. Powierzchowna wiedza z zakresu duchowości, w połączeniu z kilkoma chwytliwymi słówkami z jogicznego panteonu (maya, nirvana itd.) mogły zapewnić dominację nad bezwolną grupą przytępionych psychedelikami nastolatków. Transcendentalne apetyty hippisów zostały dobrze podsumowane przez poetę szkoły nowojorskiej Johna Ashbery'ego, który pisał o "duchowych dewotach, których twarze są zwrócone w kierunku wieczności, a zatem nie są w stanie niczego dostrzec". Ciekawość i wewnętrzne rozdarcie pchały hippisowską młodzież w kierunku postaci guru, duchowego przewodnika i nauczyciela. Jeden z nich, elokwentny 34-letni brodacz z nieodłączną gitarą, założył na Waller Street bezpieczną przystań dla wszelkiej maści duchowych rozbitków i nastoletnich uciekinierów. Ten specyficzny "mistrz", którym był eks-recydywista Charles Manson, tytułował się jako Bóg Pieprzenia i mówił: "Moje pole jest całkowicie dodatnie. Przyciągam do siebie ujemne pola". Manson był z całą pewnością jednym z wielu mistycznych kontrolerów, jacy w tamtych dniach krążyli po zakamarkach Haight-Ashbury. Przez hippisowskie komuny przetoczyło się wówczas wielu ludzi o pokroju wampirów psychicznych, oszustów i maniaków dominacji; posłuszeństwo i kompleksy wyznawców filozofii Helter Skelter sprawiły, że twarz Mansona miała się stać słynna na całym świecie.

Wyświęcenie Mansona na idola kontrkultury było kolejnym gwoździem do trumny hippisizmu. Jerry Rubin, leader yippiesów (Międzynarodowej Partii Młodzieży) wyznawał, że telewizyjne przekazy z procesu Rodziny sprawiły, że zakochał się w "twarzy cherubina i błyszczących oczach" długowłosego fuhrera. Podziemna gazeta Tuesday's Child z Los Angeles wybrała go na Człowieka Roku i przedstawiła jego fotografię z podpisem "hippis". Członkowie lewicowej partyzantki miejskiej Weathermen poszli o krok dalej, głosząc glorię Mansona jako antykapitalistycznego street-fightera i ogłaszając rok 1970 "Rokiem Widelca" na upamiętnienie narzędzia zbrodni małżeństwa La Bianca.

Inny anty-hippis, wydawca pisma Avatar i muzyk folkowy Mel Lyman, uważał że pierwszym etapem do samowyzwolenia powinna być utrata ego, ofiara dokonana na samym sobie. Podobnie jak Manson, którego portret wisiał na ścianie jego komuny, Lyman uważał się za Boga i zawzięcie kolekcjonował "połamane" dusze.

Lyman, weteran animowanego przez Timothy Leary'ego Newton Center, zasłynął podczas festiwalu folkowego w Newport, odgrywając 30-minutowe solo na harmonijce ustnej. Kiedy cały stadion zdążył opustoszeć, wyjaśnił że taka była osobista wola Boga... Cel wizyty Lymana na ziemi został wyłożony w jego książce, opatrzonej tytułem "Autobiografia zbawcy świata". Faszyzujące poglądy guru i roztaczana przez niego wizja rasowej wojny (mieszkańcy bostońskiej komuny często wchodzili w konflikt z sąsiadami z czarnego getta) były konsekwencją upadku Pokolenia Miłości i jego nierealnych eskapistycznych ucieczek w krainę marzeń.

Klęska utopijnych konstrukcji myślowych nie przeszkodziła jednak pojawieniu się post-hippisowskich resentymentów dwadzieścia lat później. Wylansowana przez media i Hollywood moda na lata 60-te musiała okazać się tym, czym w istocie była: sztucznym, pozbawionym sensu i prawa bytu tworem, przejmowanym przez kolejną generację bezmyślnych imitatorów. Romantyczna wizja tworzona przez Olivera Stone'a i pogrobowców ruchu hippie okazała się być jedynie atakiem na portfele naiwniaków urzeczonych pustosłowiem kwiecistej ideologii.


Jacek Staniszewski
review

n/port

dzianina

profile

scena

archiv

napisz do nas