Na przełomie XI i XII wieku na terenach przynależących dzisiaj do
Afganistanu znajdowała się potężna twierdza Alamout, rządzona przez
złowieszczego Starca z Gór, Hasana Ibn Sabbaha, przywódcę tajemniczej
ismaelickiej sekty Assassynów. Hasan, podobnie jak inni władcy
ówczesnego świata parał się magią, a nauki tajemne wykorzystywał dla
celów politycznych. Jak powszechnie wiadomo, tam gdzie stawką jest
władza wszystkie chwyty są dozwolone, a jednak co poniektórych
współczesnych historyków okultyzmu nadal zdejmuje strach, kiedy wśród
licznych rytualnych tekstów okultystycznych bractw napotykają takie,
które jawnie nawiązują do tradycji z Alamout. Twórca antropozofii,
Rudolf Steiner, nieraz wyrażał swe obawy względem odrodzenia się tej
starej anty-chrześcijańskiej tradycji i, chociaż można powątpiewać czy
nie wchodzi tutaj w grę nagminny lęk Europejczyków przed Arabami,
Alamout nadal uznawane jest przez wielu za miejsce, w którym narodziła
się sztuka czarnomagiczna.
Kim zatem był ten Starzec z Gór - mordercą, czarnym magiem, czy
szaleńcem? Hasan Ibn Sabbah jako pierwszy władca zauważył, że życiem
społecznym kieruje jedno proste równanie: INFORMACJA = WŁADZA. Twierdza
Alamout, umieszczona w centrum świata Średniowiecza, była znakomitym
punktem obserwacyjnym i bazą wypadową na kraje ościenne. Hassan, dbając
o zachowanie wpływów w twierdzy i obronienie jej przed ewentualnymi
najeźdźcami, wychodził z założenia, iż najlepszą obroną jest atak.
Problem polegał na tym, iż załoga Alamout nie była liczna aż na tyle, by
móc sobie pozwolić na podbój ziem granicznych. I tu zadziałała stara
zasada, że dobra myśl powstaje jedynie w sytuacjach trudnych. Hassan Ibn
Sabbah, wychowany na uczelniach egipskich i wtajemniczony w arkana
mistyki islamskiej, doznał przebłysku myśli, który pozwolił mu stworzyć
najlepszą sieć szpiegowską szerzącą wszędzie postrach.
Kluczem do powstania siatki szpiegowskiej był rytuał inicjacji
agenta. Hasan Ibn Sabbah werbował indywidualnie każdego szpiega,
rozpoczynając od serii pytań przypominających paradoksy zen. Gdy
przyszły szpieg próbę tą przeszedł, otrzymywał do wypicia miksturę opium
i haszyszu. Hasan ogłaszał mu, że teraz będą mu wyjawione uroki Raju,
których dostąpi, jeśli wywiąże się ze swych zadań. Na skutek działania
opium zapadał w śpiączkę, po czym budził się w cudownych ogrodach
królewskich Hasana Ibn Sabbaha. Lekko odrętwiały, widząc jeszcze
wszystko jakby przez mgłę, poznawał raj zroszony powiewem suto
zdobionych fontann i pięknem ciał kurtyzan. To haszysz zaczynał działać.
Kiedy już zaznał rozkoszy, wizja dobiegała końca, a opium ponownie
rozpoczynało swój taniec we krwi. Zapadał w sen, by obudzić się u stóp
Starca z Gór, którego ostatnie pytanie brzmiało: "Czy chcesz po swojej
śmierci zażywać takich rozkoszy?" Nie zdarzało się, aby agent odmówił, a
to oznaczało, że musiał odtąd ślepo służyć swemu panu i władcy.
Szpiedzy z Alamout wysyłani byli do obcych krajów jako edukowani
urzędnicy państwowi. Każdy szpieg dobrze znał język i kulturę kraju
swego docelowego przeznaczenia. Kształcił się w jego polityce i docierał
do wysokich funkcji państwowych. Takich agentów nazywano "śpiącymi
szpiegami", jako że potrafili przez dwadzieścia lat doskonalić się w
politycznym kunszcie wrogiego kraju, po czym nagle, przez zaskoczenie
zamordować jego wysokiego urzędnika. Wielu agentów było sekretarzami
bądź tłumaczami swojej ofiary. Wielu przyjaźnilo się z władcami, których
mieli zagładzić. Sygnałem wywoławczym do popełnienia mordu była
karteczka ze znakiem wysłanym przez Hasana:

Szpieg budził się z drzemki, z normalnego życia w obcym kraju i spełniał
swoje przeznaczenie, po czym zazwyczaj popełniał samobójstwo. Składał
ofiarę z siebie dla wyższego celu pośmiertnego wstąpienia do raz
zaznanego już raju.
Nie dziwi więc, że imię Hasana siało grozę we współczesnym mu
świecie. Nawet dzisiaj aktualna jest jego spuścizna. To od nazwy jego
sekty ismaelickiej Assassynów pochodzi francuskie i angielskie słowo
oznaczające zabójcę. Wywiad współczesny także korzysta z formuły
opracowanej przez Starca z Gór. Tak zwani "śpiący szpiedzy" stanowią
dzisiaj chleb codzienny każdej szanującej się agencji wywiadowczej. Lecz
nade wszystko, tym co zapewniło mu pośmiertną sławę, było zastosowanie
nowego modelu wywiadu - sieci informacyjnej.
Zanim jednak przejdziemy do współczesności, warto wspomnieć, że
tradycja zaprogramowanej sieci informacyjnej nie wygasła wraz ze
śmiercią Hasana Ibn Sabbaha w roku 1124. Kultywowały je XVIII-wieczne
załogi pirackie rozprzestrzenione na sieci wysp między którymi toczyła
się nie tylko wymiana łupów, ale i informacji dotyczących kursów żeglug
państwowych i sytuacji gospodarki światowej. Piraci przekazywali sobie
nawzajem informacje, świadomie tworząc małe wyspiarskie wspólnoty żyjące
poza prawem.
Wspólne dla Assassynów i XVIII-wiecznych korsarzy było podejście do
informacji jako władzy, jako oręża dominowania nad terytorium na pozór
większych od siebie mocarstw. W dzisiejszych czasach nie wydaje się to
nowatorskie, lecz w czasach prawa pięści takie subtelne metody
zdobywania dóbr stanowiły jeszcze rzadkość. Coś jednak różni korsarzy od
Assassynów. Przy całym znakomitym systemie programowania agentów sieć
Assassynów posiadała jedną poważną wadę - centralne sterowanie. Wszelkie
decyzje pochodziły od Hasana Ibn Sabbaha, którego władza roznosiła się
koncentrycznie. Jak wiadomo z cybernetyki, informacje rozchodzą się
najlepiej w sytuacji symulowanego chaosu, a nie w systemie
centralistycznym. Plotka zawsze skuteczniej działa od pakietu
urzędowego, choćby nie wiadomo jak bardzo wysoki urząd go wydał. Widać
więc postęp, jaki korsarze uczynili w budowaniu sieci.
Cóż jednak łączy zbrodniczych Assassynów i wspólnoty korsarskie z
kończącym się Drugim Millenium? XX wiek wydał na świat Wojny Globalne,
totalitaryzmy, muzykę rockową, komputery i cyberpunka. Nas tutaj
obchodzą jedynie dwa ostatnie zjawiska, aczkolwiek gdyby nie muzyka
rockowa, cyberpunk nie zdołałby wyrosnąć z pieluch. Komputery
zaprowadziły całkowicie nowy ład w Globalnej Wiosce. Wystrzeliły
cywilizację przemysłową w orbity społeczeństwa informacyjnego. Równanie:
INFORMACJA = WŁADZA nabrało mocy pełną gębą. W świecie, którego granice
stanowią jedynie formalną strukturę pozorującą istnienie suwerennych
państw informacja stała się tym właśnie dobrem, które pozwala nam się
poruszać. Dzisiaj przemieszczamy się nie tyle dzięki własnym nogom, czy
pojazdom, ale za pośrednictwem mass-mediów i komputerów. Wiedza, która
niegdyś stanowiła domenę elit, stała się dzisiaj codziennym pokarmem
gawiedzi. Komputery na początku lat 60-ych wykorzystywane były jako
narzędzia pracy uczonych akademickich. W ciągu kilkunastu lat zdążyły
się przenieść pod strzechy domów. A gdy wynaleziono modem, przystawkę do
komputera pozwalającą na połączenie się z innymi komputerami, zawiązała
się wielka sieć informacyjna użytkowników komputerów.
Wszystko to wygląda na pozór bardzo przyjemnie i świadczyć by mogło
o tym, że świat staje się coraz bardziej demokratyczny. Tak jednak nie
jest, albowiem większość informacji (czyli: władzy) skupia się w rękach
(a raczej komputerach) elit, które tworzą zamknięte systemy informacyjne
niedostępne dla ludzi nie związanych z poszczególnymi sektorami władzy.
Państwa tracą racje bytu na rzecz mafii i międzynarodowych korporacji,
poruszających się głównie za pośrednictwem komputerowych złączy.
Słowo cyberpunk pojawiło się po raz pierwszy w powieści
science-fiction "Neuromancer" z 1984 roku autorstwa Williama Gibsona,
lecz szybko weszło do obiegu powszechnego jako określenie opisujące
młodych, zbuntowanych geniuszy komputerowych, których życiowym celem
jest niszczenie zamkniętych sieci informacyjnych bądź wprowadzanie w nie
bałaganu. Cyberpunki miały swoich poprzedników - hackerów. Hackerzy
włamywali się do tajnych sieci komputerowych dla samego faktu
rozwiązania łamigłówki, jaką jest szyfr komputerowy. Nadto, wielu z nich
chciało ujawniać utajnione informacje swoim pobratymcom ze świata
komputerowego. Owe odtajnianie świata owocowało w przypadki wdzierania
się do komputerowych systemów obronnych wojsk NATO, czy też do kartotek
Interpolu. Niektórzy, co bardziej zapobiegawczy hackerzy, włamywali się
za pośrednictwem komputera do banku, pobierając sobie trochę gotówki dla
własnych potrzeb. Im mocniejsze były systemy obronne sieci
komputerowych, tym więcej było chętnych, aby je rozbroić.
Ta słodka idylla pomysłowych informatyków trwała do końca lat
osiemdziesiątych, kiedy to pojawił się cyberpunk. Cyberpunk posiada coś
z cynizmu i determinacji Assassynów, a także coś z korsarskiej chęci
rozboju. Robi to jednak nie po to, aby się wzbogacić albo coś odkryć.
Robi to dlatego, ze nie ma nic innego do roboty. Pozornie, działalność
cyberpunków przypomina akcje hackerów. Cyberpunki jednak obdarzone sobie
jedynie właściwym nihilizmem interesują się tylko wprowadzaniem chaosu w
budowane przez innych struktury informacyjne. Zaprowadzają wirusy
komputerowe, wprowadzają fałszywe informacje, dezorganizują ruch uliczny
poprzez desynchronizację świateł, potrafią doprowadzić do masowego
wyłączenia prądu w jakiejś aglomeracji, nie mówiąc już o rozmowach
telefonicznych na czyjś koszt. Jednym słowem zakłócają liniowość
przekazu informacji, do jakiej przystosował się przeciętny konsument w
cywilizacji postindustrialnej.
Jeden z wysoce płodnych cyberpunków, St Vitus powiada : "Jedną ze
spraw, która różni nas od hackerów jest to, że mówią oni: informacja to
władza. My wolimy mówić: władza to władza. Ja także pragnę więcej
informacji, ale chcę, żeby mnie do czegoś prowadziła. Chcę mieć z tego
pieniądze, chcę mieć z tego pozycję społeczną, chcę mieć z tego dobra.
Chcę się wspinać, zepchnąć ciebie w dół, spieprzyć wszystko - chcę
stworzyć coś swojego". Cywilizacja późnego XX-ego wieku tworzy coraz
więcej sieci informacyjnych, zawiązujących dyskretne pętle i aroganckie
supły. Świat społeczny ulega coraz większym komplikacjom. Twardogłowi
intelektualiści w pieleszach swoich Uniwersytetów mogą twierdzić, że
postęp wprowadza coraz większy porząek. Dzieje się zupełnie na odwrót.
Wraz z komplikowaniem się materii, jest coraz więcej chaosu. A ci,
którzy potrafią wykorzystać prawa nim rządzące, odnajdują swoje miejsce
w świecie i nie czują się zagubieni. Cyberpunki dopiero co docierają do
naszego kraju, lecz wraz z rozwojem komputeryzacji ich siew zaowocuje w
plony. A wtedy biada tym, którzy będą chcieli coś ukryć ze świata
informacji, w którym przebywamy, bo chaos ich dopadnie. Ci zaś, którzy
docenią znaczenie swobodnego przepływu informacji, rozkoszować się będą
nim niczym Assassyni w rajskich ogrodach Hasana Ibn Sabbaha.