index
index

Hansa Bellmera wizjer do Piekła

część 2 część 3

   Możliwość polegająca na tym, że Inny ukazuje mi się jako przedmiot potrzeby, zachowując jednak swą inność, możliwość czerpania z Innego rozkoszy, sytuująca mnie jednocześnie poniżej i powyżej mowy, możliwość takiego ustawienia się wobec rozmówcy, że jednocześnie docieram do niego i idę dalej, równoczesność potrzeby i pragnienia, pożądania i transcendencji, zbieganie się rzeczywistości jawnej i ukrytej - stanowi o oryginalności erotyki, która w tym sensie jest dwuznacznością samą.

Emmanuel Lévinas Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności

   Moje drogie dziecko, duszny koszmar, który odpływa wraz z nadejściem poranka zbiera się i odkłada jak piana w mrocznych zakolach strumienia egzystencji. A im wyżej słońce się podnosi i dzień nabrzmiewa jasnością, tym bardziej ciemnieją wezbrane obsesje.

   Moje drogie dziecko, unieś rąbek sukienki, odgarnij falbanki, podnieś koronkę koszulki, dotknij paska swojego trzewika i pozwól palcowi obdarzonemu okiem posuwać się w górę, wzdłuż łydki w białej pończosze... Chcę pokazać ci Piekło. Piekło jest nieskończone, tak jak nieskończona jest skóra. Piekło to nieistniejący jeszcze, ponieważ wciąż obecny i oczekujący na zjawienie się świat uśpiony za murami twojej skóry.

   Z mojej osoby wydobywa się oko, wodniste i nabiegłe krwią - i zagłębia się w mruczących wzgórzach twojego ciała. Błądzę i oddycham snami, które płyną wzdłuż ramion i ud, iskrzą napięciem w jamie brzusznej, błyskają w skroniach i otwierają nieskończone korytarze łączące pokoje: pokoje uciech, sypialnie i jadalnie, sale szpitalne, prosektoria i gabinety dentystyczne, toalety i umywalnie. Moje oko sięga najgłębszych miejsc twojego ciała. Jestem okiem śniącym w tobie twoje pragnienia, twoje rozkosze.

   Jestem głosem w twoim ciele.


Dwa: płynność i osoba.

   Materii dana jest nieskończona płodność, niewyczerpana moc życiowa i zarazem uwodna siła pokusy, która nas nęci do formowania. W głębi materii kształtują się niewyraźne uśmiechy, zawiązują się napięcia, zgęszczają się próby kształtów. Cała materia faluje od nieskończonych możliwości, które przez nią przechodzą mdłymi dreszczami.
Bruno Schulz Traktat o manekinach

rys 1

   Usta - odbyt, oko - palec, język - sutek, a także nogi, ręce, większość organów na to wskazuje: nasz organizm uformowany jest zgodnie z symetrią. W naturalny sposób ciało odczuwa obraz rzeczywistości jako podwojony: dwa elementy stanowią o całości. Podwójność jest odciskiem ciała, śladem, jaki zostawia po sobie na gorącej płycie obwodów drukowanych kultury. Równowaga nie pozostaje zachowana, ponieważ ingerencja zewnętrzności powoduje zaburzenie harmonii symetrycznego obrazu. Ruch na zewnątrz charakteryzuje dwa doznania cielesne, z których jedno jest przeciwieństwem drugiego. Ból, czy cierpienie każe odwrócić uwagę od rozjątrzonej części ciała w innym kierunku, zapomnieć, zagłuszyć. Z kolei pragnienie, które nie może znaleźć natychmiastowego zaspokojenia każe odrzucić od siebie organ pożądający, potrzebujący, zdusić ruch dążenia do upragnionego celu. Przeniesienie i powstrzymanie decydują o rozwarstwieniu pierwotnej jednolitości i nieforemności ciała. Bolesne miejsce odwraca uwagę świadomości, albo świadomość odwraca uwagę od miejsca bólu i cierpienia. W złożonym procesie, w którym skutki mogą poprzedzać przyczyny, jako że nic co racjonalne jeszcze nie istnieje, mechanizm obronny obejmuje panowanie i staje się mechanizmem kontroli: wyklucza z pełni organ w stanie "fermentacji": degeneracji, transformacji, czyli przemiany. Świadomość staje się wrogiem ciała. Powstaje rozdzielenie, a wraz z nim pragnienie ponownego zjednoczenia.

   Kiedy rodzi się osoba, persona, społeczna maska, która czasem utożsamiana jest ze sprawowaną funkcją, a czasem z najgłębszym pokładem psychiki, pewne elementy zostają zepchnięte w cień. Cała impulsywność, to, co instynktowne i to, co chwilowe, żywiołowość i cielesność muszą zostać podporządkowane zasadzie rzeczywistości.

   Jednak ten "obraz podwojony", obraz wciąż symetryczny i podwójny, w kulturach pierwotnych leży u podstaw twierdzeń o istocie świata. Zachował się w symbolach mitologii, w strukturze społecznej, nawet w specyfice języka. Weźmy przykłady pierwsze z brzegu, te, które nasuwają się same, choć nie wyczerpują całej złożoności zagadnienia. I tak choćby "dreamland" Aborygenów, gdzie każdy przedmiot, roślina, zwierzę i człowiek ma swój "śniący" lub "senny" odpowiednik. W innej części świata, w rejonie Oceanii, pewne plemię posługuje się językiem, w którym występują odrębne określenia dla tych samych roślin i zwierząt w nocy i przy świetle dziennym (a skąd m y wiemy, że są to te same zwierzęta i rośliny? Może nie potrafimy dostrzec właściwie fenomenów lokalnej przyrody?). Mircea Eliade podaje, że większość bóstw indyjskich występuje zarówno w swoich łagodnych, jak i gniewnych aspektach - są więc, tak jak wszystkie istniejące rzeczy- zarówno, jak my to nazywamy, dobre i złe. Z kolei z Afryki znana jest legenda o duchu gumowej lalki. Ten błąkający się po błotach demon przylepia się do swoich ofiar. Podczas gdy próbują wyzwolić się z jego śliskich i lepkich uścisków, przyrasta do nich tym bardziej, aż wreszcie duszą się podczas rozpaczliwych prób oswobodzenia.

   W naszej historii, historii barbarzyńców zauroczonych patriarchalną władzą, anarchiczna dwoistość przyoblekła się w wyuzdaną aluzyjność mitu o Lilith, pochodzącego z apokryficznej części Starego Testamentu. Otóż Lilith była pierwszą żoną Adama, stworzona przez Boga Ojca z tej samej gliny. Lilith zbuntowała się jednak przeciw prawu mężowskiemu: nie chciała leżeć pod Adamem podczas stosunku, skoro byli równi sobie. Nie zgodziła się pozostawać w rajskiej niewinności i bezwolności: sama wybrała wygnanie. Razem z jednym ze zbuntowanych aniołów opuściła Królestwo Boga Ojca i zamieszkała na Ziemi nad morzem Czerwonym. Żyje do dziś i nawiedza mężczyzn we śnie lub podczas aktów masturbacji, by wraz ze spermą wysysać ich drogocenną energię orgonalną. Historia Lilith powróciła pod koniec XIX wieku, w czasie wielkiego kryzysu kultury europejskiej. Jej wizerunek z tamtych czasów jest rozdwojony: w jednej części przedstawia piękną kobietę, w drugiej - gnijącego demona.

   Nie zamierzam poruszać spraw płci - bowiem na poziomie wewnętrznego obrazu ciała mają one niejasny charakter - jakkolwiek seks jako funkcja ma znaczenie podstawowe. Płcie przelewają się jedna w drugą - i jeśli istnieje gdzieś oś symetrii to jest to jedynie stały punkt pośród drgającej naprzemienności. Płeć - skomplikowany amalgamat - pojawia się wraz z indywiduacją, działaniem mechanizmu kompleksów i blokad kulturowych. Płeć jako postawa, rola, "stanowisko" powstaje wraz z kształtowaniem indywidualności i przynależności dotąd amorficznej istoty.
Zachowanie tej archaicznej istoty wewnątrz nas jest co najmniej przerażające, tak nieludzkie i obce. Dla wykształconego (kulturalnego, "kultywowanego") umysłu kontakt z nią może równać się szaleństwu - milczeniu, którego nie można oznaczyć, pustce, która zabija, niebytowi, który poraża oślepiającym promieniem. Kontakt, nieunikniony, możliwy jest poprzez symbolikę: obrazowość o płynnej strukturze, która opiera się na ulotności, ale zarazem nieodpartości wrażenia. Jedynie symbol może wypełnić tę szczelinę pomiędzy kulturą a jej destrukcją, szczelinę, która stanowi o erotyzmie.

   Ciało przestaje być naczyniem, w którym zachodzi ciągła, choć powolniejąca filtracja i sublimacja, przestaje być jednolitym zbiornikiem wymiany substancji i bodźców - a staje się częścią kodu. Teraz u podstaw leży tylko ten kod: alfabet bogów i mitycznych władców, w którym ciało stanowi litery, znaki. Zostaje wprowadzony porządek i hierarchia, w których cielesność zostaje porozrzucana po rożnych poziomach. Wkrótce święte oddzieli się od wulgarnego i ciało-słowo, "anagram", zamrze w skostniałej pozycji.

   Dwa jako liczba zwodnej kobiecości, podświadomości, poddania się impulsom ciała, znajduje ucieleśnienie w postaci Szatana, Władcy Ciemności, Księcia Wyklętych. Wyparta, odepchnięta część istoty domagała się zwrócenia należnego sobie miejsca, a jako część pierwotnej całości odrzucana wracała wzmocniona siłą wzbudzanych negatywnych emocji. W zakazanych czeluściach wzbierało czarną masą Piekło, "miejsce bez granic", właśnie tak nieskończone jak skóra ludzka, zawsze buntująca się przeciw porządkowi i hierarchii praw moralnych; świat wywrócony i przenicowany, świat ponurej, ale fascynującej i wyuzdanej przewrotności. Wystarczy porównać średniowieczne obrazy Piekła i współczesne fotografie wnętrza ciała, aby skojarzenie nasunęło się naturalnie. Spoglądanie wgłąb ciała, zakazane w średniowieczu, to zaglądanie do czeluści Piekła.
W miarę jak próbowano rozdzielić całość i ukryć to, co nie dawało się oswoić, dochodziło do coraz większych tragedii. Jak ropa we wrzodach zbierały się zbiorowe obsesje, tłumione za pomocą krwawych ofiar wybieranych najczęściej spośród niewinnych. Tak kończyły czarownice, to samo działo się z heretyckimi sektami i innowiercami. W imię tej absurdalnej idei oddzielenia światła od ciemności ginęły całe narody. Tymczasem dwoistość powracała i zjawiała się w miejscach nieoczekiwanych, gdzie "wedle wszelkich autorytetów, nie powinniśmy niczego znaleźć". Zyskiwała kształty zdeformowanych, groteskowych odbić lustrzanych uprawomocnionych instytucji, tak jak Czarna Msza była parodią Mszy Świętej. (Lecz kto powie, że instytucje nie są wynaturzonymi odbiciami podskórnego, chaotycznego falowania życia?) Na znak tej odwrotności na sabatach całowano kozła pod ogonem, a czarownice tańczyły zwrócone do siebie pośladkami, albowiem sprzężenie zwrotne karmi się przeciwieństwami. Pochód wyklętych i przerażających ciągnął się przez wieki: sabaty czarownic, herezje, tajne stowarzyszenia, spiskowcy, kobiety-morderczynie, seryjni zabójcy… I im bardziej próbowano go stłumić, wytresować lub obłaskawić tym bardziej niezrozumiała była jego wściekłość.

   Na obrazy ciała zostają nałożone zasady, mniej lub bardziej arbitralne kody społeczne, kulturowe i psychiczne. Zasady te nie powstają oczywiście w logicznym porządku, jakiego byśmy oczekiwali, ale za sprawą równie płynnego, co nasz organizm zwyczaju. (Stąd też mamy więc świętą krew na ołtarzu i krew skalaną na podpasce. A niewiele lat trzeba już, żeby, prawdę powiedziawszy, było na odwrót.) Tym samym zmienne, nieuporządkowane obrazy wewnętrzne, fantazje ciała, zostają poddane pewnej strukturyzacji. Im bardziej rozwinięte społeczeństwo, im bardziej racjonalne i stabilne jego funkcjonowanie, tym większy nacisk na represyjną strukturyzację ciała, które jest samo w sobie niebezpieczną fluktuacją. Dość już wymieszanych organów i splątanych członków, dość już jednolitej fali wrażeń. Pewne narządy zostają ukryte, inne rozdzielone od siebie i w ostateczności sprawny, użyteczny człowiek współczesny w ciągu swojego życia trwa w prawdziwie tragicznym rozdzieleniu.

   Ciało nie jest już jednością, spójnością ruchu i pragnienia, "tańca i tancerki", staje się obrazem kodu kulturowego, społecznego i psychicznego obowiązującego w danym momencie historii. Moda, wygląd, style zachowań, przyzwyczajenia seksualne, czynią z ciała nie tylko posłuszne narzędzie, ale także pełen tajemnic obiekt w stanie potencjalnej rewolucji, ciągły, nieodłączny element wywrotowy. Skryte i obezwładnione, czeka posłusznie, jako że nie istnieje dla niego czas, czeka bez słowa, jako że leży u podstaw wszelkiej artykulacji, wzbiera siłą pragnień, jako że nie ma niczego poza nim. Fizyczność, cielesność zepchnięta i skrępowana, zaczyna żyć własnym życiem, skrytym, obcym i niebezpiecznym, rośnie w ciemności. Ruch zwrotny, przypominający o utraconej jedności, może być gwałtowny i nieopanowany…

część 2 część 3

review

n/port

dzianina

profile

scena

archiv

napisz do nas