| Sopot, klub Sfinks, 10.02.01 |




_-A-U-D-I-O-_
fragment 1
fragment 2
-__________-
|
Neurobot vs DJ Zmarszczki
[...] To, co odbywało się w sali edukacyjnej - przy fontannie - było być może dla niektórych trudnym doświadczeniem, ale dla tych, którzy zechcieli na chwilę porzucić taneczne rytmy, na pewno satysfakcjonującym. Co prawda i tam zdarzały się momenty, kiedy profesorowie podrywali studentów do radosnego tańca. Tak było podczas setów Maćka Sienkiewicza. Jednak weteran i propagator warszawskiej sceny techno z właściwą sobie przewrotnością potraktował temat zajęć ruchowych, serwując obok klasyki gatunku sporą dawkę nowego techno, nie stroniąc też od wycieczek w stronę eksperymentu. Na koniec skarcił zdezorientowanych i zniecierpliwionych uczniów remixem hymnu drużyny Borussia-Dortmund.
Największym wydarzeniem edukacyjnej nocy był występ warszawskiego tria NEUROBOT. Artur "Kudlatz" Kozdrowski to członek legendarnego Totartu, współtwórca CUKT'u, a także pisarz (m.in.: "Tomek na piętach Smugi"). Dominik Kowalczyk jest informatykiem, na polu muzycznym działa jako WOLFRAM. Jacek Staniszewski - publicysta i dziennikarz muzyczny ("Plastik", "Antena Krzyku", "Kaktus"), prowadzi działania solowe jako FACIAL INDEX. Wspólne i indywidualne projekty artystyczne realizowali m.in. w ramach Biennale Mediów Elektronicznych "Ostranenie 97" w Dessau, na Międzynarodowym Biennale Sztuki Mediów WRO, a także wielokrotnie w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej. Redagują elektrozin (http://neurobot.art.pl), w którym zajmują się wpływem technologii na najróżniejsze aspekty życia, śledząc i analizując coraz większe napięcia pomiędzy człowiekiem, naturą i maszyną.
Członkowie Neurobota poszukują (a w zasadzie, gdy się ich obserwuje, to wydaje się, że już go znaleźli) modelu współistnienia tych trzech elementów i przezwyciężania potencjalnych zagrożeń, jakie może nieść technika. Jednym ze skutków ubocznych rewolucji technologicznej jest na przykład fragmentacja przekazu, którym nieustannie bombardują nas różnego rodzaju media. Dzięki telewizji, prasie, a przede wszystkim dzięki Internetowi mamy rozległą, ale bardzo fragmentaryczną i powierzchowną wiedzę. Docierają do nas strzępy muzyki, cytaty z książek czy urwane dialogi filmów - skądś je znamy, ale nie pamiętamy skąd. Nie potrafimy odtworzyć ich kontekstu i zaciera się nam ich znaczenie. Oswajamy się z komputerem, uczymy się powoli, jak poruszać się w gąszczu informacji, jednak bez dobrej wyszukiwarki czujemy się zagubieni, zdani na przypadkowość otwieranych linków.
Neurobot zdaje się nie mieć takich problemów. Ogrom informacji jest dla nich tworzywem, które przetwarzają i scalają w nową jakość. Nie uważają się za muzyków. Jak sami mówią, nie komponują, lecz raczej koordynują dźwiękową materię. Dzięki doskonałemu porozumieniu z maszyną są w stanie zapanować nad tym chaosem i wygenerować wielopłaszczyznowe, ambientowe konstrukcje brzmieniowe, łączące w sposób zaskakująco selektywny próbki szumów, pisków, głosów, melodii. Występy Neurobota nie mają nic wspólnego z odtwarzaniem zaprogramowanej wcześniej w zaciszu domowym muzyki. Intuicyjnie budowane improwizacje przybierają raz formę obezwładniającego noise'u, innym razem połamanego, paranoicznie wykręconego bitu, o niezwykłym ładunku energetycznym i emocjonalnym. Doskonała symbioza człowieka i maszyny. Blaszane serce Neurobota bije mocno, przetaczając osocze i strumienie elektronów pomiędzy mózgami i procesorami.
Text: Anna Rozwadowska
|