MARKANT 18 (MARKANT 2x10")
Berlińczyk Carsten Endrass jest chyba niezwykle pracowitym człowiekiem, ponieważ od jakiegoś czasu jego płyty ukazują się w odstępach jednego czy dwóch miesięcy. Luksusowe, starannie wydania padają szybko łupem kolekcjonerów - większość starszych, zeszłorocznych produkcji Endrassa jest nie do zdobycia. Muzyka sygnowana przez MARKANT bywa porównywana do osiągnięć wykonawców kojarzonych z takimi wytwórniami jak MUSIK AUS STROM, CHOCOLATE INDUSTRIES czy SCHEMATIC, ale - moim zdaniem - nosi wyraźne znamiona twórczości osobistej i autonomicznej. Akustyczna przestrzeń osiemnastej płyty MARKANTA obejmuje całe spektrum częstotliwości, od przejmującego "phat" basu do ptasich szeptów. Masywne węzły dźwięku wskazują na tropy pozostawione na "Amber" AUTECHRE, ze szczególnym uwzględnieniem elementu futurystycznej nostalgii. Tu i ówdzie ze zwałów brzmieniowych fuzli przedziera jakieś pianko, na szczęście jest tego mniej niż na kilku innych ostatnich płytach Endrassa. Majestatyczne tła i organicznie rozwijające się linie melodyczne tworzą nastrój jakiegoś nieokreślonego nocnego rytuału. Kojarzyło mi się to nawet z "kolejowym erotyzmem" Paula Delvaux i sennymi obrazami De Chirico. Nieźle kombinuje, chociaż gdyby wyeliminował tą hymnalną manierę...
Jacek Staniszewski
|

[poprzednia]
[następna]
[spis]
|