recenzje
index


MIRA CALIX Peel Session (Warp 2000 CD)

Mówi się, że John Peel odkrył wszystkich - od Pink Floyd do Extreme Noise Terror. Krótka, ceglasto-pomidorowa płytka Miry Calix jest kolejnym kamykiem w ogródku radiowego mastodonta. Kamykiem egzotycznym i nieco kanciastym, lecz nie pozbawionym swoistej wysmakowanej szlachetności.

Zimny, zbliżony do melorecytacji śpiew Miry Calix słychać wyraźnie na utworze "Listless". Wydaje się, że pod względem wokalnym bliżej jej do szkoły Cosey Fani Tutti (Throbbing Gristle, Chris & Cosey), Malki Spiegel (Minimal Compact) czy nawet Jarboe (Swans) niż do ofensywnej fali słodkości w rodzaju Broadcast, Laika i Stereolab. Komu to nie pasuje, nie musi wcale rezygnować z odsłuchu płyty Pani Aphexowej. Lakoniczna "Peel Session" zawiera bowiem porcję dźwięków, które chwilami (np. na otwierającym płytę "Ithanga") budzą skojarzenia z radośnie anarchistyczną działalnością Mego czy Lucky Kitchen. Gdyby jeszcze pozostałe nagrania ciążyły bardziej w kierunku abstrakcji, czułbym się w świecie Miry Calix jak ryba w wodzie. Drażniące, mocno perkusyjne "Only" mogłoby dalej ewoluować w kierunku sennych majaków, ale zostaje przerwane...Szkoda, ale oto typowo warpowaty "A Pinprick Away" likwiduje wszelkie wątpliwości i rozterki: trafiliśmy pod właściwy adres, jest bardzo konkretnie i nierealnie.

Ścieranie się pierwiastków eksperymentalizmu i popu jest jedną z ulubionych strategii twórczych artystów z Warp Records. Nie inaczej rzecz się ma z dokonaniami Miry Calix, która udowadnia, że kobiety potrafią hałasować z wielką wyobraźnią i inteligencją. Cieszy fakt, że idiomatyczny język Miry Calix ulega transformacjom i staje się bardziej osobisty. Artystka nie podąża bezmyślnie za trendem, ale tropi własne artystyczne ego. W wieku mentalnej macdonaldyzacji całego świata, należy to bezwzględnie docenić.

Jacek Staniszewski

[mira calix]

[poprzednia]
[następna]
[spis]


n/port

dzianina

profile

scena

archiv

soft

napisz do nas