
|
TRANSFUZJA
tekst objawienia wraz z komentarzami Wydawcy
"Więc się bawcie! Wrócicie do domu, gdy światło,
Gdy dzień zgaśnie nad nami".
I skakały maleństwa, śmiały się, krzyczały.
Wzgórza brzmiały echami.
William Blake Śpiew piastunki
No cóż, targowisko już zamknięte
Kupcy rozchodzą się brodząc w błotach wieczora.
Musimy już iść, czekają na nas
Przemokniemy, jeśli będziemy dalej tak stać.
Na twarde karki zgarbionych wież miasta
Osunęło się niebo czerwone jak jakaś zbrodnia,
My jesteśmy tu już niepotrzebni
Tam na nas czekają,
W kaplicy, w sali balowej,
Na podwodnym kontynencie,
W zamkniętym ogrodzie gwiazd.
Ślepe ściany odsuwają się od nas
Światła w oknach małpują koszmarne nagłówki.
Chodźmy już, wracajmy, czekają na nas.
Parkowa aleja, kąpiel w fontannie,
Woskowe czaszki, skorupy raków,
Na srebrnych półmiskach poziomki i winogrona.
Przezroczyste naczynia czekają na wypełnienie
Przebrania zamarłe na wieszakach,
Nasze sympatie czekają.
Bez nas nie zacznie się taniec.
Trawa przesiąkła wieczornym chłodem
Mury ogrodu zaszyte ciemnością.
Kręgi tańczących rozchodzą się po białych alejach,
Zmęczyły nas zabawy
W chowanego, w ciuciubabkę, w zgadywanki.
Chodźmy do środka, już czas na nas.
Echo z odległych wzgórz myli głosy
Starcy krążą z pochodniami,
Trefle i kiery jawią się w lustrach,
Przy fontannie czeka belladonna.
Wieczorowe suknie, pióropusze,
Naszyjniki z ludzkich zębów,
Jaszczurki wspinają się po pniach drzew.
Echo myli głosy.
Już zbyt długo jesteśmy na spacerze
Zmęczyło nas bieganie między posągami,
Powinniśmy już wracać do środka,
Król i królowa czekają na nas.
Nie wiem, jak długo
Siedzimy razem w twoim pokoju
Kiedy przyszliśmy.
Jest ciepło, leniwie i sennie,
Tak jakby wszystko się zatrzymało.
Ty jesteś taka pociągająca
A tam zbiera się na deszcz.
Ale my nie musimy nigdzie iść
Możemy tu zostać na długo, długo,
Bo nie musimy się już nigdzie spieszyć.
To Wielka przyjemność tak siedzieć razem
Rozgrzewasz mnie,
Stąd widać i słychać wszystko
Mogę to dla ciebie zawiązać i rozwiązać.
Czuć już wiosnę w ogrodzie, ogień i dym,
Ale naprawdę nie trzeba tam iść
Goście poradzą sobie bez nas, już się ożywili.
Twoja piękna lampka rzuca łagodne światło
Na podłogę, na kwiaty, za okno.
Założymy nasze odświętne ubrania
Ja niebieskie ty zielone
I zostaniemy tutaj, położymy się, całując się przez całą Wielką Noc
W twoim pokoju, w naszej sali tronowej
Zaśniemy na długo, bo nie musimy się już nigdzie spieszyć.
* * *
kwiecień 1997
rWn
|
|






|