index
index

Lustmord

Koniec lat siedemdziesiątych i początek osiemdziesiątych w muzyce to nadal era buntu i łamania przyjętych konwencji. Kontynuacja punkowej rewolucji na nieco innym polu, w odmienny, bardziej ekstremalny sposób. Wraz z narodzinami (i szybkim upadkiem - ideowym bądź muzycznym) brytyjskich grup w stylu Throbbing Gristle, czy Cabaret Voltaire, zagościła na niezależnym rynku zupełnie nowa estetyka dźwięku, inspirowana fabrycznym zgiełkiem, podważająca humanistyczną wizję świata kreowaną przez kontrolujące obieg informacji media. Przeciwstawiała jej rzeczywistość taką, jaka naprawdę nas otacza: rzeczywistość brudu, zgiełku, izolacji i osamotnienia, apokaliptyczną cywilizację końca wieku, świat bez uznanych autorytetów i wartości. Ta właśnie rzeczywistość wydała na świat wielu artystów i kontestatorów, stając się dlań doskonałą inspiracją: S.P.K., Whitehouse, Clock DVA, póżniej Laibach, Einsturzende Neubauten i wielu innych. Pośród hałasu pracujących maszyn, w pyle walijskich, ceglanych dzielnic urodził się jeden z nich: Brian Williams, znany bardziej światu jako Lustmord.

Początki działalności Lustmorda sięgają właśnie przełomu lat 70 i 80-ych. Wtedy właśnie spotkał on pionierów industrialu - Graema Revella z S.P.K. i członków Throbbing Gristle. Zachęcony przez nich, a zwłaszcza Revella, z którym wkrótce nawiązała się owocna, trwająca do dzisiaj przyjaźń, postanowił kupić jakiś sprzęt do nagrywania i zarejestrować na taśmie owoce swoich muzycznych pomysłów. Revell, któremu podobały się nagrania Briana, przedstawił je - bez wiedzy autora - Nigelowi Ayersowi z Nocturnal Emissions i Sterile Records, a ten bez namysłu ocenił je jako warte opublikowania. W 1983r. światło dzienne ujrzała kaseta "Lustmordekay", wydana później na Dark Vinyl jako "A Document of Early Acoustic & Tactical Experimentation", z gościnnym udziałem Johna Balance'a z Coil i Nigela Ayersa z Nocturnal Emissions. I w ten sposób wszystko się zaczęło.

Kolejne miesiące upłynęły na współpracy z Revellem - Lustmord pomagał Revellowi w organizacji występów S.P.K., a niedługo potem powołali ponownie do życia wytwórnię Side Effects, która poza edycjami albumów S.P.K. "Information Overload Unit" oraz "Leichenschrei" odświeżyła materiał nagraniowy innych twórców: Hunting Lodge, Laibach, Gerechtigkeits Liga, Greater than One, The Anti Group i Llwybr Llaethog. Lustmord był jednak zmęczony ciągłą eksploatacją tych samych klimatów. "O ile pierwsze kilka industrialnych płyt było interesujące, to w miarę jak ludzie przysyłali nam fatalnie zarejestrowane demówki, co raz częściej zastanawiałem się, kto ma ochotę słuchać siódmej czy ósmej płyty Throbbing Gristle ? Jedyną prawdziwą industrialną wytwórnią było Industrial Records, założone przez TG. Reszta to zwykłe powielanie i stanie w miejscu.". Próbując przełamać impas w jakim znalazła się industrialna scena w połowie lat osiemdziesiątych, Lustmord postanowił sięgnąć po inne środki wyrazu, niż całe rzesze ówczesnych muzyków. W ten sposób powstała płyta "Paradise Disowned", wydana przez Side Effects w 1986r.

"Nie ma już dla nas żadnych świętości. Prawo, podług którego żyjemy, to tylko dźwięk pękniętego dzwonu. Wkraczamy do waszych świątyń, zjadamy waszych bogów, palimy wasze katedry.". Takie słowa umieścił Lustmord na wkładce do swojej kolejnej płyty, powstałej jako swoiste antidotum wobec wyeksploatowanej do granic możliwości antyestetyki. Na "Paradise..." brakuje krzyków, świdrujących sprzężeń, sampli z filmów pornograficznych, wypowiedzi seryjnych morderców i innych środków z arsenału Whitehouse, TG, czy S.P.K, którego członek, John Murphy, pojawił się gościnnie na płycie. Ale, o dziwo, pozostaje ona w klimacie nagrań wyżej wymienionych. Jest industrialnym, rytualnym misterium, czerpiącym jednak bardziej z intensywniejszej emocjonalnie muzyki kameralnej, niż zgrzytliwej motoryki huty Sendzimira. Nasycona mistyczną, pogańską atmosferą, przy pomocy środków artystycznych omijanych w środowisku szerokim kręgiem, "Paradise..." przenosi słuchacza w klimat opuszczonych katedr, w których czai się niezmącony światłem docierającym przez kolorowe witraże mrok. Gęsta, duszna atmosfera uzyskana została dzięki nagraniom przeprowadzonym w autentycznych miejscach - np. kryptach katedry Chatres niedaleko Bedlam w Wielkiej Brytanii, co dało początek zamiłowaniom Briana do korzystania z dźwięków otoczenia podczas sesji nagraniowych. "Chrześcijanie mają wiele naprawdę dobrej muzyki. Na 'Paradise Disowned' starałem się zaadoptować podobne podejście do dźwięków, bez całej dogmatycznej otoczki towarzyszącej tej religii. Generalnie, w każdej silnej religii pojawia się interesująca forma muzyczna. Tak samo jest z Chrześcijaństwem albo z religiami Dalekiego Wschodu, których mistycyzm pociąga mnie o wiele bardziej, niż pseudorytualne zagrywki Psychic TV.". "Paradise..." jest w dyskografii Lustmorda swego rodzaju preludium dla kolejnych jego dzieł, a industrialna skóra w postaci elektrycznych beatów, pojawiających się wraz z zagęszczaniem atmosfery, została niebawem zrzucona na dobre. Bestia wkrótce miała pokazać swój pazur.

"Wkrótce" oznaczało w rzeczywistości całe cztery lata. W 1990r. Lustmord dał znać o sobie kolejnym wydawnictwem, nagranym tym razem dla Amerykańskiej wytwórni Soleilmoon. "Heresy", sześcioczęściowa, nakreślona z epickim rozmachem historia stanowi "kulminację działań przeprowadzonych pomiędzy 1987 i 1989r. i zawiera dźwięki zarejestrowane pod ziemią: w kryptach, jaskiniach, głęboko położonych schronach i katakumbach, na równi z materiałem pochodzenia sejsmicznego i wulkanicznego. Wykorzystuje również zjawiska psycho-akustyczne i fizyczny efekt oddziaływań niskich częstotliwości.". tyle mówi notatka na okładce. W zestawieniu z poprzednim albumem, "Herezja" jest majstersztykiem mrocznego ambientu. Wyzbyta rytualnego patosu i podniosłości poprzedniczki, osadzona jest w niskich rejestrach, porzucając niemal całkowicie średnie i wysokie pasmo częstotliwości. Gotyckie chorały ustępują miejsca rozciągniętym dronom. Pogłosy i echa towarzyszące podziemnym eskapadom Briana sprawiają, iż pokój w którym puszcza się ten album z miejsca zamienia się w wilgotną pieczarę. Dudniące sub-basy wzbudzają drgania tak intensywne, iż - zgodnie z prawami psycho-akustyki - słuchacz zaczyna odczuwać prawdziwy niepokój, z niepewnością ogląda się za siebie w poszukiwaniu źródła lęku. Na płycie praktycznie nie ma syntezatorów. Wszystkie dźwięki pochodzą z natury, co Lustmord szczególnie podkreślał. W procesie tworzenia źródło dźwięku odgrywa rolę nadrzędną wobec brzmienia. Konceptualność muzyki dzielił z Brianem Andrew Lagowski, znany z cybernetyczno-kosmiczno-darkambientowych nagrań pod szyldem Legion, Lagowski i S.E.T.I., który pomagał w remiksowaniu płyty. Obaj artyści zdają sobie sprawę z potęgi dźwięku o określonej częstotliwości, zarówno w skali ultra, jak i infra, co postanowili przemycić w swoich nagraniach. "Trudno jest uzyskać dźwięki o zawrotnie niskiej, czy wysokiej częstotliwości. Aby, na przykład, wyemitować dźwięk o częstotliwości 10 Hz, potrzebujesz ogromnych betonowych głośników napędzanych olejowymi tłokami. Nikt w domu nie ma takiego sprzętu, poza tym takie fale uderzeniowe, odpowiednio nagłośnione są w stanie zwyczajnie zabić. Ale już dźwięki o częstotliwości 40 Hz mogą powodować panikę i stany lękowe. Podobnie działają na odbiorcę tzw. "częstotliwości stresogenne", powstałe podczas płaczu dziecka, czy wrzasku kobiety, z powodzeniem wykorzystane na 'Leichenschrei' S.P.K.. Na tym poziomie jest to stosunkowo proste i to staraliśmy się wykorzystać podczas pracy nad kolejną płytą."

Kolejna płyta została jednak nagrana przez Lustmorda wraz z Adi Newtonem z Clock DVA. Brian mógł skorzystać z doświadczeń Adiego, którego eksperymentalny sideproject Anti Group, z płytą "Test Tones" przynosi dźwięki o stałych częstotliwościach, powodujące u niedoświadczonych słuchaczy nerwowe tiki, przyspieszone tętno i pocenie się wewnętrznych stron dłoni. "Monstrous Soul" (Soleilmoon 1992) wykorzystuje częstotliwości bliskie infradźwiękom w celu stworzenia lepszej przestrzeni i wzbogacenia klimatu. Niestety jest to płyta dla posiadaczy zestawu HI-FI o znakomitych parametrach. Jak twierdzą twórcy, większość rejestrów, osadzonych na granicy słyszalności (ok. 20 Hz) nie zostanie przeniesiona przez podrzędne odtwarzacze, wzmacniacze i głośniki.

"Monstrous Soul" jest jeszcze bardziej minimalna, potężna i demoniczna od poprzednich nagrań. Album otwiera utwór, w którym przez około pięć minut słychać zapętloną, tajemniczą frazę "This is the night of the daemon". Posępny szum wiatru i złowieszcze uderzanie w struny zapowiadają ponurą ucztę dla amatorów superciężkich grzmotów i dudnień, stanowiących szatański akompaniament dla odbywających się gdzieś w ukrytej od świata jaskini rytuałów inicjacyjnych. I znowu udaje się Lustmordowi uciec od tanich chwytów - po raz kolejny spod jego ręki wyszło arcydzieło jakże odległe od ckliwych biadoleń neo-satanistyczno-pogańskich muzyków nagrywających dla Cold Meat Industry. Zarówno "Heresy" jak i "Monstrous Soul" z powodzeniem stanowią klasyk darkambientu, niedościgniony wzorzec skomponowany przy użyciu dźwięków otoczenia, do którego inni będą mogli się jedynie zbliżyć.

Wydawało się, że po dwóch tak udanych produkcjach Brian Williams nie będzie w stanie powiedzieć już niczego równie dobrego. Jednak przynajmniej dwie płyty zasługują tutaj na uwagę. Chodzi mianowicie o "The Place Where The Black Stars Hang" (Soleilmoon 1994) i "Stalker" (Fathom 1995), nagraną wraz z bardziej New-Age'owo zorientowanym artystą, Robertem Richem. Pierwsza z nich zabiera słuchacza w podróż do kresu galaktyki, objawia naszym uszom strzępy przefiltrowanych odgłosów Wszechświata, kosmiczny szum, echa po odległych eksplozjach supernowych. Organiczna, jak zwykle ciężka i czarna jak smoła, przemyślana płyta, nagrana samodzielnie przez Lustmorda w jego własnym studio. Druga z nich, zainspirowana filmem Andrieja Tarkowskiego pod tym samym tytułem, z powodzeniem może stanowić soundtrack do najlepszego chyba filmu rosyjskiego reżysera. Tym razem do współpracy został zaproszony Robert Rich, znany z bardziej przystępnych elektronicznych wojaży (np. płyty "Seven Veils", "A Troubled Resting Place", współpraca z Allo Die, Lisą Moskow, Vidna Obmana, Forrest Fang). Wspólne dzieło Lustmorda i Richa jest interesującą ilustracją losów dwóch bohaterów, którzy pod przewodnictwem Stalkera udają się na wycieczkę do Zony - tajemniczego, otoczonego kordonem wojska i policji miejsca, w którym podobnież wylądowali kosmici. Podróż do Zony, gdzie teoretycznie mają spełniać się wszystkie życzenia zamienia się w filozoficzną parabolę na temat ludzkiego życia, pragnień, wartości. Film Tarkowskiego, nakręcony przy minimalnym budżecie, bez żadnych efektów specjalnych kreuje zimną, duszną atmosferę nieokreśloności, doskonale uchwyconą przez muzyków. Piętno Lustmorda jest słyszalne a płyta przenosi nas w krainę nieznanego, gdzie prawa euklidesowskiej geometrii zostają załamane albo czas staje w miejscu. Bogata brzmieniowo i aranżacyjnie, pozbawiona dotychczasowego rytualnego piętna, charakterystycznego dla wcześniejszej twórczości Lustmorda, stanowi prawdziwą perełkę w dyskografii pioniera mrocznego ambientu, który obok Thomasa Könera, Lull, czy Hiss posiadł unikalną zdolność wpędzania słuchacza w śmiertelnie poważny nastrój.

Dyskografię Lustmorda uzupełniają:

- Terror Against Terror "Psychological Warfare Technology System" (Paragoric CD 1992), będąca rozwinięciem wczesnych dokonań Lustmorda w dziedzinie eksploracji rytmu,
- Isolrubin BK "Crash Injury Trauma" (Soleilmoon 1993), zainspirowana samochodowymi wypadkami i nieciekawą sytuacją człowieka w kontakcie z rozpędzoną maszyną, lub w jej wnętrzu podczas zderzenia,
- Arecibo "Trans Plutonian Transmissions" (Atmosphere 1994), na której wykorzystano odgłosy aktywności kosmologicznej zarejestrowane uprzednio przez NASA,
- 12" "Strange Atractor/Black Star (Plug Research 1996), nagrana dla ambientowych DJ-ów kompilacja, dostępna jedynie na winylu,
- "Lustmord vs. Metal Beast" (Side Effects 1997), dokumentująca elektro-beatową, rozimprowizowaną sesję nagraniową dla radia KUCI z Kalifornii,
- rozliczne składanki i kolaboracje (m. in. z Chris and Cosey "CTI", "Core", obie dla Play It Again Sam, kolejno 1984, 1988).
Ponadto Lustmord pojawił się gościnnie na płycie S.P.K. "Leichenschrei" i solowym projekcie Graema Revella "The Insect Musicianans" (zawierającej odgłosy owadów), Current 93 "Dog's Blood Rising", na "The Sylvie and Babs Hi-Fi Companion" Nurse With Wound. Oprócz tego pracował jako inżynier dźwięku przy koncertach Clock DVA i asystował przy nagraniach Anti-Group. Zawodowo od lat zajmuje się produkcją i tworzeniem muzyki do filmów fabularnych, z których "The Crow" Alexa Proyasa mieliśmy okazję obejrzeć w Polsce.

http://www.soleilmoon.com/lustmord/


Kamil Antosiewicz

scena

archiv

soft

projekty

n/files

label

napisz do nas