gregory green
Zimna wojna - "genialny" wynalazek lat 50-tych - należy pozornie do przeszłości, choć bez przerwy odżywa na nowo w filmach, wspomnieniach i koszmarach. Warto byłoby prześledzić wpływ wizji wojny nuklearnej na jednostkową i zbiorową (nie)świadomość, ale to zadanie należy poświęcić raczej utalentowanemu i pracowitemu socjologowi. Gregory Green
z pewnością nie oglądał rozlepianych w okresie stanu wojennego plakatów przedstawiających Reagana jako Lorda Vadera i opatrzonych podpisem "Gwiezdne wojny Ronalda Reagana" (swoją drogą, świetna robota; zdolny grafik otrzymał pewnie od jakiegoś generała malucha na wojskowych tablicach). Kryjący się za grubymi szkłami okularów Green ma wszelkie zadatki na szalonego naukowca z filmu science-fiction, ale jego groźne i budzące zakłopotanie obiekty funkcjonują w obiegu galeryjnym. Artysta od połowy lat 80-tych tworzy prace, które prowokują do zadawania pytań na temat związków technologii z przemocą, granic dostępu do informacji oraz form artystycznej manipulacji. Wystawianie terrorystycznych instalacji może mieć nieobliczalne konsekwencje dla galerników: dyrektor Feigen Gallery trafił dzięki jednej z nich do aresztu. 10000 dawek zawiera bowiem szczegółowe opisy spreparowania ogromnych ilości LSD i sugeruje używanie substancji jako broni i narzędzia przemian społecznych. Ulubionym tematem Greena są jednak materiały wybuchowe, bomby i inne śmiercionośne zabawki. Nuklearne rzeźby artysty nie zawierają materiałów wybuchowych, lecz są dokładnymi i potencjalnie funkcjonalnymi kopiami pierwowzorów. Użyte w jednej
z wcześniejszych prac obracające się ostrza pił tarczowych kwestionują normy bezpiecznego zwiedzania galerii, a rakietowe konstrukcje straszą swoimi rozmiarami i jednoznaczną wymową. Green, zajmujący się ostatnio konstruowaniem radiowych modułów satelitarnych, planuje utworzyć własne państewko na jednej z wysp Południowego Pacyfiku. Czy uda mu się zaanektować Japonię?
http://www.aeroplastics.net