al. hansen/beck hansen
Eksperymentatorski zapał i chęć grzebania w przepastnym śmietnisku kultury może być - jak się okazuje - pomostem łączącym pokolenia dziadków i wnuków. Dobrym przykładem tego niewątpliwie pozytywnego, choć rzadkiego zjawiska, jest wystawa "Beck i Al. Hansen: zabawa zapałkami" zorganizowana przez muzeum sztuki kalifornijskiego Santa Monica. Al. Hansen, dziadek słynnego post-folkowego obłąkańca Becka, brał czynny udział w działaniach międzynarodowego Fluxusu - ruchu artystycznego, który wiernie kontynuował dadaistyczną tradycję zabawy absurdalnymi, bezużytecznymi okruchami rzeczywistości. Starszy Hansen, wysoko ceniony jako autor klasycznej antologii "Elementarz happeningów i sztuki czasu/przestrzeni", musiał być rzeczywiście poczciwym facetem skoro "nieformalna wymiana idei" między nim a jego utalentowanym wnukiem została zapoczątkowana już w latach 70-tych! Bogate dziedzictwo po zmarłym przed trzema laty Hansenie - wieże i roboty skonstruowane z kleju i wypalonych zapałek, posążki Wenus z niedopałków, rysunki, collages, intermedialne poematy i filmy wideo - weszło naturalną koleją rzeczy w posiadanie Becka. Zresztą on sam, poza rutynowymi obowiązkami pop-luzaka uzbrojonego w gitarę klasyczną i gramofony, pisze teksty których części składowe wydają się być, zgodnie z przepisem na poemat dadaistyczny Tzary, wyciągnięte z kapelusza Włóczykija: "pulsująca zelektryfikowana ślina/nowofalowa kontrola narodzin/wikingowskie hity na banjo z lat 70-tych/jak orzeł na wagonie Trans Am/palec smerfa polujący na okazję". Beck tworzy ponadto chaotyczne collages, składające się z notatek, rysunków przedstawiających kalkulatory, wycinków z gazet, list zakupów, kolorowych piórek, a nawet dyskietek. Nie wiem tylko, czy cieszyć się, że awangarda "is not dead", czy martwić, że pojutrze zobaczę to wszystko
w MTV.
http://www.plugin.org