RECORDHEADSHOP
RONDO JAZDY POLSKIEJ 5
(PRZEJŚCIE PODZIEMNE PRZY "REMONCIE")
Przechadzając się po warszawskich sklepach płytowych, odnosimy wrażenie że czas i myślenie stoją w miejscu.Obok wydawnictw lansujących wycie Mariah Carey, grunge-punk i wykonawców z krainy łagodności, niewiele tu czegokolwiek innego. Próba przełamania żenującego impasu i załatwienia problemu jednym śmiałym i logicznym posunięciem została podjęta przez Piotra i Wojtka w listopadzie 1998 roku.
Recordheadshop jest w tej chwili jedynym w Warszawie kompetentnym sklepem z nową muzyką, choć miejsce to niewielkie i sprytnie ukryte pod ruchliwym skrzyżowaniem Śródmieścia. Każdy centymetr jest tu wykorzystany przez liczne płyty winylowe, CD, najwyższej klasy igły i wkładki gramofonowe oraz - przyciągające uwagę wszystkich, od 10-cio do 40-parolatków, najprzeróżniejsze fajki i akcesoria dla palaczy.
Najważniejszy element oferty Recordheadshopu to jednak muzyka, sprowadzana przez czujny duet z austriackich, holenderskich i niemieckich dystrybucji. Mogę się założyć, że każdy znajdzie tu co najmniej kilka płyt, na widok których oczy wychodzą z orbit, a w uszach pojawia się dziwny szum. Trudno przecież inaczej reagować na takie smakołyki jak np. limitowana edycja sześciopłytowego boxu Fela Kuti, futurystyczne metalowe kasetki z kompaktami Chain Reaction czy unikalne siedmiocalowe single z Warp lub Kreisela. Częste dostawy nowości (przeciętnie co 2 tygodnie) powodują, że w mikroskopijnej przestrzeni Recordheadshopu zaczyna wrzeć; falami napływają wtedy miłośnicy drum'n'bass, hip hopu, technicznych brzmień i nowej elektroniki. Jeśli się wahasz, możesz być pewną/ym że Piotr i Wojtek - którzy siedzą w muzyce od lat - zawsze ci coś doradzą i pomogą w nawigacji w przestrzeni Recordheadshopu. Możliwe jest także składanie zamówień na konkretne wydawnictwa i muszę przyznać, że nigdy się nie zawiodłem na ich realizacji. Zakamuflowany kubik pod śmiesznym pomnikiem jest miejscem spotkań kolekcjonerów, DJ-ów i wszelkich klubowych aktywistów; zawsze można tu zostawić lub zabrać jakieś flyery informujące o nowych imprezach, a propozycją dla poliglotów jest nieoceniony magazyn De:Bug. Najfajniejsze jest to, że ceny nie wykraczają poza poziom Wiednia i Berlina, a często są w stosunku do nich konkurencyjne! Winylowa dwunastka kosztuje ok.35 zł, a za longplaye zapłacimy ok. 50 zł. Wszystko zależy naturalnie od ekonomicznej polityki danego labela - to zrozumiałe, że za numerowane, ekskluzywne wielopłytowe edycje płaci się więcej, a niektóre pozycje w Recordheadshopie to dawno wyczerpane na Zachodzie rarytasy.
Niedawno w sklepie stanęły dwa eleganckie, błękitne gramofony odsłuchowe Vestaxa; sprzęt tej firmy może być także zamawiany via Recordheadshop (będący też autoryzowanym dealerem produktów Stantona).
Podsumowując, najbardziej udana lokalna inicjatywa końca 1998 roku, a jednocześnie najbardziej profesjonalny sklep płytowy w Warszawie. Coooool, boyz!!! Tak trzymać.
Jacek Staniszewski
|